niedziela, 5 kwietnia 2009

Kanadyjski Kuba Rozpruwacz

Wprawdzie ta sesja odbyła się już jakiś czas temu, lecz jej wspomnienie często za mną chodzi. Przypomniałem sobie ją ostatnio dość dokładnie, ze względu na to, że czytam ostatnio dużo o GNS i InSpectres – i ma ona sporo z tymi tematami wspólnego w odpowiednich momentach. Postanowiłem spisać ją jako raport.
Sesja zaczęła się pewnej nocy, na jednym z konwentów, w dość nietypowy dla mnie sposób:

1.Wybór systemu i jego uzasadnienie. Gdzieś na korytarzu zaczepił mnie gracz, który mnie (właściwie nie wiem do dziś skąd) kojarzył mnie z nicka, czy imienia (już nie pamiętam) i zapytał mnie czy bym nie poprowadził Wilkołaka – gdyż słyszał, że jakoś mi to idzie, a nikt nie chce prowadzić dla niego Wilkołaka. Wjechało mi to na ambicje i powiedziałem, że chętnie tylko niech da mi chwilkę czasu i swoją postać. Były to czasy, kiedy byłem dość mocno zżyty z Wilkołakiem, więc pomyślałem – to nie będzie znów takie trudne.

2.Drużyna i jej charakterystyka. Gdy dał mi swoją postać – stwierdziłem, że mogłem się znacznie pomylić. Wyszło moje konwentowe nieobycie – jako postać dostałem dość „napakowanego” Gurlaha (niedźwiedziołaka, – o których wiedziałem tyle, co było w „Podręczniku Gracza” do „W:A” czyli prawie nic!). Pomyślałem „Oho zaczyna się!” Ale nic to. Przynajmniej nie grał tą postacią wcześniej. Zaczepiłem znajomą i zapytałem czy nie ma chwilę czasu, żeby z nami zagrać, na co chętnie się zgodziła, – choć ostrzegła, że o Wilkołaku nie ma pojęcia, jakkolwiek Świat Mroku kojarzy i zna Wampira. To już coś. Zdecydowałem, że te dwie osoby mi wystarczą w zupełności, bo i tak mam dużo komplikacji jak dla mnie.

3.Problemy "techniczne" i ich rozwiązanie. Pierwszym i najważniejszym problemem było dla mnie nie przygotowanie. Właściwie, nie miałem żadnego scenariusza – oprócz tego, co znalazłem w swoich notatkach, – czyli dość dobrze rozpisanego kanadyjskiego miasteczka, gdzieś na „zimowym zadupiu”. Przejrzałem postać Gracza i mniej więcej poprosiłem o wytłumaczenie jego zdolności. Ustaliliśmy wspólnie, że będziemy korzystać z narracyjnej metody mówienia o tym, że test jest udany, – jeśli dana postać ma tyle kropek ile wynosi poziom trudności testu. Zdecydowaliśmy jednak nie używać tego w walce – tylko przeprowadzać ją inaczej. Wtedy zafascynowany artykułami Christopera Kubasika zaproponowałem zamieszczony w „Interaktywnych Narzędziach” jego pomysł na rozgrywanie walki. I wtedy przyszła mi z pomocą cała seria jego artykułów. I nie wyszło źle.

4.Przebieg sesji. Dla postaci przydzielone były cele: niedżwiedziołak znalazł sobie ciekawą role – był szeryfem tutejszego miasteczka. Od razu znalazłem dla niego problem – w miasteczku zginęła kolejna, już druga osoba. Jej szczątki zostały rozrzucone po całej niemal alejce. Wtedy, jako MG nie wiedziałem, co zabija te osoby – stwierdziłem, że zaimprowizuje potem, (choć pewnie wg modelu GNS stałem się pewnie Narratywistą tak?). Postać kobiety właśnie otrzymała prace w biurze szeryfa jako psycholog – negocjator (czy ktoś w tym stylu). Początkowo zapoznałem ich z miasteczkiem – wiedzieli gdzie, co jest mniej więcej, oraz zapoznali swoje postacie. Kilka dni było naprawdę nudnych (właściwie to szukałem jakiegoś dalszego punktu zaczepienia), więc prowadziłem jak Simsów (codzienne obowiązki, szukanie lokum dla nowej, praca, biurokracja, papiery…). Dopiero sama graczka wpadła na pomysł, że ma tutaj bardzo bliską przyjaciółkę, która jak to w porządnym personal horror bywa, oczywiście kilka dni później staje się ofiarą miejscowego rzeźnika (to już dodałem od siebie). Szeryf przyjrzał się miejscu przestępstwa, i stwierdził, że ktoś z nią był i zapach jakby znajomy. To mnie już sprowokowało, że w mojej główce uroił się plan. Oczywiście pani psycholog skrywa mroczną tajemnicę - tak mroczną, że sama nie ma o niej pojęcia. Jest jednym z Zagubionych Szczeniąt, – czyli kimś, kto nie tylko nie zdaje sobie sprawy, z tego, kim jest, ale jakoś minął się z normalnym etapem rozwoju każdego wilkołaka, – czyli Pierwsza Przemianą. Dopiero niedawno pod wpływem emocji uwalnianych przez swoich pacjentów, pokłady Szału zaczęły wychodzić na zewnątrz, podczas zupełnie niekontrolowanych przemian. Zasłona, co ciekawe działała na samej postaci pani psycholog, która od wypływem „lunatykowania”, ukrywała wszelkie dowody swoich zbrodni. Szeryf powoli dochodził do prawdy, próbując ją ukryć przed kobietą. Jednak, kiedy już dowody, jakie znalazł (w pełni wykorzystując swoją zmiennokształtność) były dość przekonujące zdecydował się porozmawiać w jakimś ustronnym miejscu z morderczynią. Gdy ta uświadomiła sobie, co jest grane, i w końcu do niej doszło – zaczęła swoją pierwsza przemianę. Szeryf nie zastanawiając się długo zapakował ja na jeepa i wywiózł w kanadyjskie lasy. Tam próbując ją uspokoić zadziałał wprost odwrotnie – postać Graczki wpadła w Szał więc po krótkiej aczkolwiek dramatycznej walce (obezwładnić wilkołaka w Szale nie czyniąc mu krzywdy to nie lada zadanie nawet dla „zmaksowanego trochę niedźwiedziołaka;) pani psycholog legła w czerwonym śniegu. Wywiózł ja do swojego domku łowieckiego (inicjatywa Gracza), a sam stwierdził, że w tych lasach na pewno jest jakieś plemię wilkołaków, które ją przyjmie. Udał się, więc na pielgrzymkę w poszukiwaniu dla niej domu. Gdy już wracał – usłyszał ze środka huk strzelby myśliwskiej. Gdy wszedł nie było żadnego napastnika ani żadnej sługi Żmija. Pani psycholog uświadomiła sobie, że nie zniesie ciężaru krwi swoich ofiar (w tym przyjaciółki), i nigdy nie zaakceptuje swojego dziedzictwa (znów wybór Graczki) i postanowiła to zakończyć w humanitarny sposób. Tu historia się właściwie skończyła. Gracze byli zadowoleni. Ja również, choć w pewnym momencie nawet bardziej:P, gdyż przez jakiś czas siedziała z nami pewna pani sędzia (zdaje się, że na terenie był jakiś konkurs na MG, – w których się boję uczestniczyć), która myślała, że biorę w tym czymś udział, a jak się dowiedziała, że nie mam nic z tym wspólnego to tylko skwitował to jednym „Szkoda, bo było fajne”. Dobra chwale się Niemniej ta sesje będę długo jeszcze pamiętał. W sumie kiedyś chciałem również poprowadzić taką „zabawę narracyjną” (jak wtedy to nazywał Kubasik) lub poprowadzić w stylu narratywistycznym (jak mówią obecne teorie), jednak nie było już tak fajnie – choć może nie miałem dnia do tego?

Prześlij komentarz