niedziela, 5 kwietnia 2009

Kesshin #3

Drużyna i jej charakterystyka.

Kolejna zmiana w drużynie. Niestety Mirumoto Gesaro nie zagrał z nami i nie zagra zapewne, ale pojawiła się nowa postać:

Daidoji Itsu – yojimbo szlachetnego i szeroko znanego w Rokuganie, młodego mistrza Go, Doji Meijina. Meijin odbywa pielgrzymkę po ziemiach różnych klanów po to by przed zbliżającym się wielkim Turniejem o Szmaragdowy Kamień Hantei (odbywający się w tym roku na ziemiach Smoka) – potrenować. Właściwie kończył swoją pielgrzymkę i wracał z ziem klanu Skorpiona, na ziemię klanu Żurawia przez przełęcz Beiden. W związku z tym przebieg kampanii został rzucony na nowy tor. Ale o tym już w przebiegu sesji.

Samo spotkanie rozpoczęło się od mechanicznego stworzenia postaci i przypomnienia przeze mnie wydarzeń z ostatnich dwóch sesji.

Przebieg sesji 3

Mirumoto Gesaro postanowił opóźnić ścigającego ich namiestnika Żurawi i odłączył się od drużyny. Dwójka samurajów tj, Mirumoto Hoshiko, Kakita Kamiro i ronin Nasake ruszyli górskimi ścieżkami w kierunku przełęczy Beiden.

Wracająca, z ziem Skorpiona, lektyka Doji Meijina została zaskoczona przez lawinę kamieni. Rozbiła ona niewielki oddział Daidoji Itsu i zostawiła na łatwy łup górskich banitów, którzy przyszykowali tą zasadzkę.

Schodzący z gór samuraje usłyszeli ogromny huk, gdy przeszli dalej zauważyli właśnie kończący atak roninów na lektykę. Hoshiko zauważyła, jak dwie postacie, szarpiące trzecią oddalają się już od miejsca zasadzki. Kamiro pobiegł ratować ostatniego z walczących samurajów klanu Żurawia lecz nie zdążył. Udało mu się jednak pozbawić życia atakujących.

Hoshiko i ronin pobiegli za oddalającą się trójką jednak ich zgubili.

Kamiro odnalazł wśród kamieni żywego samuraja – Daidoji Itsu. Ten gdy tylko doszedł do siebie i został wygrzebany rozpoczął poszukiwania ochranianej przez siebie osoby. Okazało się, że najprawdopodobniej gracz go został porwany.

Ronin stwierdził że uciekający nie mogli uciec daleko, zapewne gdzieś w pobliskich górskich jaskiniach mają swoją kryjówkę. Kamiro znalazł ścieżkę, którą było ciężko dostrzec, a Itsu (zapytał czy Meijin nie rzucał np. kamieni z Go na ziemię żeby zaznaczyć gdzie bo zabierają – ponieważ uznałem to za fajny pomysł, godny Meijina, a rzut okazał się bardzo wysoki), znalazł kamień z zestawu Go, leżący na górskiej ścieżce.

Wkrótce dotarli do miejsca z którego było widać jaskinię i stojącego przed nią ronina, zapewne pilnującego wejścia. Przez chwile zastanawiali się jak się go pozbyć – po zrezygnowaniu z ostrzału z łuków – ronin zaproponował rozwiązanie.

Używając swoich zdolności aktorskich, udawał pijanego ronina, który szukał miejsca dla siebie wśród banitów. Podszedł do wartownika na tyle blisko, by poczęstować go swoim sake. Gdy ten chciał przechylić dzbanuszek – zdziwił się gdy ronin otworzył mu kataną brzuch. Trójka samurajów wbiegła do jaskini. Zastali świętującą trójkę roninów którzy oblewali swój napad. Itsu czystym cięciem ściął głowę pierwszemu, siedzącemu najbliżej wejścia obniżając morale pozostałych. Padli dość szybko. Samuraje usłyszeli też wycie, jakby ktoś bardzo cierpiał. Daidoji wbiegł do kolejnego pomieszczenia i na pryczy leżał bardzo ciężko ranny Meijin. Niemal zmasakrowany – zapewne przez spadającą lawinę. W pomieszczeniu był jeszcze jeden ronin, ale tak wystraszony, że chował się jedynie w kącie i machał przed sobą na ślepo mieczem. Itsu potraktował go jak pozostałych.

Daidoji wyniósł Meijina, a Nasake z pryczy zrobił nosze. Postanowili zanieść go do najbliższej wioski, gdzie będzie mógł otrzymać pomoc. Nasake znał okolice, więc pod wieczór dotarli do wioski Honimura, gdzie żyje dość sławny shugenja Ashashina Daigoro.

Nie było go jednak w wiosce, rannym zajęła się jego żona. Powiedziała, że jej maż ruszył do Pałacu swojego przodka – Mifune. Chcieli tam od razu ruszać, lecz uprzedziła ich, że to przeklęte miejsce. Opowiedziała całą historie: przodek Daigoro – pan Mifune wybudował ten pałac dla swojej przyszłej żony – jednak gdy budowa miała się ku końcowi bandyci napadli na jego ukochaną i zabili. Wtedy to Mifune zabrał zwłoki na ostatnie piętro i ponoć przywołał pomoc samego Fu Lenga. Ten obdarował go niesamowitymi mocami, które pozwalały mu ściągać do pałacu okolicznych bandytów, których łapał i torturował. Zwróciło to uwagę możnych panów z klanu Żurawia, którzy wyburzyli pałac. Jednak pałac pojawiał się co miesiąc o pełni księżyca – i zaczęli ginąć niewinni ludzie. Daigoro, próbując odkupić grzechy swojego przodka, chciał rozprawić się z pałacem, jednak nie mógł przejść czegoś co nazywał Labiryntem. Dopiero niedawno odnalazł jakieś zapiski przodka a właściwie krótkie haiku. I dziś wyruszył – bo właśnie dziś jest noc kiedy to pojawia się Pałac.

Samuraje poprosili żeby pokazała to haiku i zapamiętali je. Brzmiało ono tak:

Znajdź drogę tam, gdzie
Górę zmywa płomień wiatru
Gdy zbłądzisz – pusto.

Gdy samuraje dotarli do Pałacu zobaczyli wyważone wrota. Pałac składał się z czterech pięter.

Na pierwszym znaleźli tylko zrujnowane pomieszczenia mieszkalne.

Na drugim piętrze czekało na nich sześciu rokugańskich zombich: zgnite ciała, porcelanowe maski na twarzach, klekoczące „bródki” od masek. Walka z nimi nie była ciężka, ale gdy Kamiro wpadł na pomysł rozwalania ich masek – co eliminowało je z walki – stała się czysta zabawą.

Gdy dostali się na kolejne piętro okazało się, że nie ma tam nic prawie, poza pięcioma bramami przypominającymi Tori. Gdy jednak wszyscy weszli – świece i lampiony w pomieszczeniu zgasły. Samuraje zorientowali się, że właśnie są w Labiryncie. Jednak nie wiedzieli jak powiązać wierszyk z bramami. Po kilku próbach, okazało się, że po dotknięciu na każdym z Tori pojawia się symbol (symbole pięciu kręgów). Najpierw samuraje odgadywali który symbol co oznacza, a później powiązali kolejność z wierszyka – Ziemia, Woda, Ogień, Powietrze. Nie wiedzieli do czego służy brama Pustki. Okazało się, że służy jakby do „resetowania” poprzednich złych przejść – a takie też wykonywali. Gdy przeszli po „zresetowaniu” w odpowiedniej kolejności Brama Pustki zmieniła się i mogli przez nią przejść.
Znaleźli się na polance, na zgliszczach świątyni. Stał przed nimi shugenja, który podziękował im za pomoc. Przez pięć bram musiało przejść pięć osób inaczej błądziliby. Daigoro powiedział, że w zamian za pomoc, choć nieświadomą, z przyjemnością spełni ich jedno życzenie. Poprosili o uzdrowienie dzieciaka.


Wnioski, problemy "techniczne" i ich rozwiązanie

Sesja odbyła się w konwencji bardziej gry komputerowej, czy anime, niż typowej rokugańskiej przygody. Gracz odgrywający postać Itsu nie bardzo lubi L5K, jednak taki sposób prowadzenia bardzo mu odpowiadał. Mimo, że nie przepada za pzoanwaniem nowych mechanik – tą z L5K załapał szybko i nawet mu się bardzo podobało (zwłaszcza wysokie rzuty). Walki były bardziej rozrywkowe niż jakieś poważne utarczki zagrażające życiu. Graczy cieszył sposób rozwalania zombich. Ronin narzekał trochę, że może przeszukiwać zwłoki pokonanych a ja nie daje im żadnych ciekawych przedmiotów. Najchętniej by chciał karteczkę z całym stuffem pokonanych. Scenariusz był co prawda liniowy trochę, lecz rozwiązania problemów jakie się nasuwały graczom próbowałem adaptować, tak, żeby pasowały do scenariusza ale i dawały im trochę swobody.

Sesja trwała około 3,5 h, z czego około 1 h minęła na rozmowy niezwiązane z grą, i jedzenie pizzy. Właściwie pizze przywieziono nam po 2 h od zamówienia i do tego zimną. Nie będziemy korzystać już ze sprawiającej do tej pory dobre wrażenie pizzeri:P Podczas sesji planował właściwie luźny klimat, ale skoro gracze nie narzekali za bardzo, znaczy, że im się spodobało.

Prześlij komentarz