piątek, 10 kwietnia 2009

L5K - relacja z sesji PMM Polcon 2007

Wreszcie! Na Polconie 2007 udało mi się załapać na sesję Wojtka Rzadka i zagrać w „Legendę Pięciu Kręgów”. Była to sesja półfinałowa, która odbyła się trzeciego dnia konwentu w godzinach mniej więcej 9:30 do 13:30. Warto ją omówić, moim zdaniem. Przepraszam, jeśli pomyliłem niektóre fakty czy imiona, ale postaram się oddać najwierniej tę historię.

Najpierw historia:

Tajemniczy mężczyzna rozlewa nam herbaty do drobnych filiżanek i zaczyna snuć swoją historię. Od razu prosi o wybaczenie, gdyż nie jest dobrym gawędziarzem i musimy mu wybaczyć wszelkie uchybienia w historii. Częstujemy się herbatką, w tle słychać cichą klimatyczną muzyczkę a my wsłuchujemy się w historię.

Budzę się na piasku. Przez chwilę oglądam świat z żabiej perspektywy, zanim całkiem dojdę do siebie. Mrugam kilkukrotnie oczami starając się przypomnieć, co się ostatnio wydarzyło. A w głowie pustka, nie pamiętam prawie nic, w ustach posmak dziwnej herbaty – bardzo gorzkiej. Podnoszę się z ziemi, z piasku i rozglądam. Wiem, że na imię mam Shigure. Tak, na pewno Shigure. Niedaleko leżą moi przyjaciele – Ogaro i Kagero. Leżymy w dziwnym miejscu, ale jakby znajomym; na środku placu otoczonego przez cztery różnokolorowe pawilony. Każdy z nas niewiele pamięta.

O! W jednym z nich dostrzegamy jakąś postać. Podchodzimy i poznajemy pierwszą zdaje się ważną osobę tej historii. Mężczyzna wita nas w progach pawilonu. Jest troszkę dziwny, ale znów jakby znajomy. Ma twarz a tyle specyficzną, że aż powszechną. Mógłby być każdym a zarazem nikim. Ciało ozdobione kilkoma tatuażami – bacznie mi się przygląda. Po chwili do naszej rozmowy dołącza następnych dwóch – ogromnej postury Kenji i czcigodny starzec Kage. Rozmowa budzi wiele wątpliwości, ale wyjaśnia także gdzie jesteśmy – jest to Herbaciarnia Pięciu Żywiołów.

Na Herbaciarnie składają się cztery pawilony otaczające piąty obszar piaszczysta małą pustynie. Każdy pawilonów nich otoczony jest drewnianym malutkim tarasem. Jeden z pawilonów unosi się niemal nad przepaścią, do której spada wodospad z jeziorka, nad którym położony jest drugi z pawilonów.

Podczas rozmowy Ogaro zostaje podpuszczony i staje do pojedynku z olbrzymem. Nie zostaje on zakończony, ale Ogaro przypomina sobie, kim jest – jest pojedynkowiczem, jednym z najlepszych. W chwile potem ja otrzymuje wiersz, który bezbłędnie potrafię zanalizować, podaje autora, datę powstania, a także autora kaligrafii. Oczywiście jest to dla mnie prosta rzecz, przecież nie dość, że posiadam rozległą wiedze o historii Rokuganu i poezji to jeszcze sam pisze haiku. Kagero bezbłędnie ocenia miecz, który zostaje mu pokazany – sam przecież wykuł wiele mieczy. To jego karma.


Zmierzamy do kolejnego z pawilonów – tego wiszącego nad krawędzią wodospadu, nad jeziorem w dole.. Okazuje się być czymś na kształt gospody. Czcigodni samuraje spożywają posiłki, popijają sake lub herbatę. Rozpoznajemy Lwów – pewnego wielkiego i sławnego Generała i jego yojimbo. Siadamy w miejscu gdzie widać w dół jezioro położone wiele metrów niżej. Wiszą tu tez haiku, piękne haiku, które kiedyś napisałem. W pewnym momencie wchodzi pewna kobieta z Klanu Lwa – bardzo piękna i co ważne od razu zwraca na mnie uwagę. Tak! To moja przyjaciółka Tameko-chan. Zajmowała się historia – tak! – teraz sobie przypominam. Po krótkiej rozmowie moi przyjaciele odchodzą, zostaje sam na sam z Ikoma Tameko. Kobieta czegoś się obawia, choć nie bardzo wiem, o co chodzi – staram się ją uspokoić. W pewnym momencie poczułem jakby bardzo silne uderzenie – jakby coś bardzo mocno mnie uderzyło w głowę, ale nie psychicznie. Coraz więcej sobie przypominam o mnie, o przeszłości o tym, co się stało. Tu chodzi o jakieś zwoje, o obrazę generała Lwów, o jakąś wojnę między Feniksami a Lwami, o jakieś zadośćuczynienie – miesza mi się to wszystko. Proszę Tameko-chan o to, żeby mi pomogła dojść do pokoju. Prowadzi mnie tam, do pierwszego odwiedzonego pawilonu i wchodzi za mną, do jak sadzę pokoju, w którym często mieszkałem. Proszę, żeby została, zasuwa drzwi a kiedy nikt nie widzi wpada mi w ramiona. Przytulam ją, a następnie padamy na miękkim futonie wtuleni w siebie.

Budzi mnie jakiś hałas na zewnątrz, odgłosy walki. Ubieram się prędko i wychodzę na zewnątrz. Widzę, w kierunku przeciwległego pawilonu, ze na tarasie moi towarzysze chowają miecze – jest już po walce. Jednak w moją stronę biegnie jeden z przeciwników, wprost na mnie. Staję mu na drodze i lekko wyciągam miecz jednak nie do końca – solidny cios końcem rękojeści w przeponę przeciwnika powala go na ziemię. Miecz nie został dobyty. Przeciwnika zabija ostrze Tameko-chan.

Obaro i Kagero wchodzą do pokoju, Tameko go opuszcza. Podczas rozmowy wychodzi na jaw, że Obaro zabił jakiegoś yojimbo Lwów – jednak nie to jest najważniejsze. Mieliśmy Zwoje – Zwoje, które nie każdy może mieć, a lepiej, żeby nikt ich nie widział. Przypomniałem sobie, ze miałem je w kufrze, a przynajmniej część, którą skopiowałem. Mieliśmy decydować, co z nimi zrobimy. Po raz kolejny pojawia się tajemnicza trójka Smoków. Co najgorsze, część rzeczy jakby zanika – nie ma trupów tych co nas napadli, ani najmniejszej kropli krwi – a powinna być choćby na moich shoji. Przecież tu przed chwilą zginął człowiek chlapiąc krwią delikatny papier shoji.

Nagle krzyk! Krzyk Tameko-chan. Wybiegam a reszta za mną. Dochodzi z komnaty ważnych osobistości Lwów. Wiem, że tam jest Tameko-chan. Staram się być grzeczny, mimo że słyszę kolejne ciosy. Pytam o pozwolenie na wejście. Zostaje potraktowany nadzwyczaj opryskliwie. Puszczają nerwy, więc wchodzę do środka. Ikoma leży na ziemi a Lew stoi nad nią. Nie trzeba było nam wiele. Lwy atakują – Obaro i Kagero bronią mnie a ja próbuje przedostać się do ukochanej. Dochodzi do krwawego starcia. Wygrywamy, ale…

Po pokonaniu Lwów Tameko-chan jest zszokowana. Wie, że dla niej nie ma przyszłości. Sięga po nóż i prosi Kagero o asystę, zanim ja wychodzę z szoku po potyczce. Chwytam jednak szybko jedną ręką za rękę, w której kobieta trzyma nóż i staję między nią a moimi przyjaciółmi. Chrzanić honor – chcę po prostu uciec! „Pozwólcie nam odejść!” Proszę kilkukrotnie. W końcu i Obaro traci nerwy – tnie jednym z mieczy raniąc mnie w dłoń. W chwile potem atakuje też wakizashi – jednak niecelnie. Muszę coś zrobić inaczej zginę a w chwile potem Tameko-chan. Pcham kataną i nadzwyczaj dobrze trafiam zdziwionego Obaro-kun. Jednak to za mało – jeśli teraz nie zginie to ja z pewnością przegram. Szybka decyzja i zadaje cięcie wakizashi całkiem go powalając na ziemię. Tu jednak popełniam straszny błąd – puszczam dłoń Tameko-chan, która wsuwa sobie nóż w brzuch. Czekający na tą chwilę Kagero był nadzwyczaj litościwy i zakańcza jednym cięciem jej cierpienia. Ikoma upada jak na samuraja przystało. Zaraz przyjdzie kolej na mnie. „Pozwól mi odejść” błagam już niemal. „Idź!” słyszę słowa Kagero-kun. Kłaniam się w stronę konającego Obaro. A więc stało się – wypadłem z Niebiańskiego Porządku. Podchodzę do zwłok Tameko-chan i łamiąc już każda z zasad całuje ją i wycieram ślad krwi, który pozostał po ciosie Lwa. Wychodzę – nikt mnie nie goni, nikt mnie nie widzi.

Daleko za kompleksem pawilonów, wbijam wakizashi w ziemie – moja odznaka stanu samuraja, naciskam i łamię ją. Zrywam mony z kimona, na czoło zakładam opaskę, na której czele rozsmarowuje krew z ust Tameko-chan. Kilka dni potem przyłączam się do bandy roninów, która w wielkiej bitwie walczy po stronie Lwów ze Smokami. Ginę tam, a zarazem wracam do Herbaciarni Pięciu Żywiołów. Koło się zamyka.

Cała reszta:

Przede wszystkim gratulacje dla MG, który wyszedł obronną ręką z tego skomplikowanego scenariusza. Szczerze mówiąc, nie wiem czy to zmęczenie konwentowe – ale nie byłem w stanie przeczytać ze zrozumieniem tego scenariusza. A MG dał radę złożyć z tego scenariusz. Udało mu się genialnie, moim zdaniem, dostosować do realiów L5K. Bardzo mi się podobało to, że MG korzystał zarówno z naprawdę fajnego odgrywania BNów (a zwłaszcza sławnej trójki Smoków), jak i mechaniki systemu, która sprawiła się świetnie. Zostałem podpuszczony na drugi atak, co spowodowało śmierć Tameko. Niezła zagrywka Wojtku

Z tzw handoutów korzystaliśmy z: mapki lokacji; co chwilka rozlewanej ciepłej herbatki do czarek; przygrywającej w tle muzyczce; oraz „numeru” z zamianą kart postaci i odsłanianiem jej cech.

Bawiłem się świetnie, choć nie wiem czy nie przesadziłem z kolorkiem, jeśli idzie o scenki po śmierci Tameko – przefantazjowałem;)

Mam nadzieję, że nic nie poplątałem, ale mniej więcej tak to pamiętam. Może reszta graczy dopisze resztę, albo swój punkt widzenia na sesję. Bardzo by było fajnie.

Jeszcze raz dziękuje współgraczom, a przede wszystkim Wojtkowi za wspaniałą legendarną sesję.
Prześlij komentarz