piątek, 10 kwietnia 2009

Pierwsza sesja DitV - wspominka

Oto krótka relacja z przebiegu pierwszej sesji "w dogsy", wraz z kilkoma uwagami.

Przebieg fabuły:

Ja, Benjamin Carter, wraz z bardzo łagodnym olbrzymem, bratem Samuelem – udaliśmy się na polecenie Pasterza do niewielkiej mieściny zwanej Hill’s End. Doniesiono nam, że miasto trawi zaraza i pewnie jakieś nieczyste siły. I my jako Psy Pana Życia mamy się zająć tą sytuacją i uratować duszę pozostałych tam nielicznych wiernych.

Po wyczerpującej podróży dojechaliśmy na miejsce. Miasto przywitało nas o dziwo obojętnie. Jak w poprzednich proszono o jakieś modlitwy i wsparcie, to tutaj najzwyczajniej nas ignorowano. Tylko kilku skromnie ubranych wiernych spoglądało na nas z należytym szacunkiem, zaledwie garstka. Reszta nosiła się na nową modę, zupełnie pomijając nakazy Wiary.

Brat Samuel udał się do saloonu. Moją uwagę zwrócił właściciel pewnego kramu z medykamentami. Jak rozgłaszał wszem i wobec, były one skuteczne przeciwko zarazie. Dwóch farmerów podeszło do sklepiku więc zagadałem z nimi. Powiedzieli, że niewielu ich zostało, a Dom Wiary mieści się z dala od centrum miasta. Obiecali nas zaprowadzić, więc poprosiłem, żeby na mnie zaczekali i zaprowadzili tam. Podjechałem do saloonu i jeno przekroczyłem próg, zamurowało mnie. Saloon wypełniony był zwykłymi gości oraz kobietami lekkich obyczajów – a pośrodku tego stał brat Samuel właśnie rozmawiający z kimś kogo nie widziałem kilka lat – moją siostrzenica Abigail! Najbardziej przerażający był fakt, że piętnastoletnia krewna ubrana była jak te panny lekkich obyczajów.

Ruszyłem ku niej pewnym krokiem, wzburzony niesamowicie. Chwyciłem pannę za rękę i zapytałem patrząc prosto w oczy: „Co Ty tu robisz?”. Dowiedziałem się, że jest zatrudniona u właściciela saloonu i pracuje jako dama do towarzystwa.

Już miałem poważnie zając się tą sprawa, gdy do saloonu wszedł, zaciekawiony pewnie nami szeryf. Samuel zajął się rozmową z nim i przekonał go, że robimy to co do nas należy i żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę.

Ja postanowiłem przekonać barmana, że to w jakim charakterze pracuje Abigail, jest sprzecznie z Wiarą i zasugerowałem, żeby zmienił rodzaj jej pracy. Nie chciał słuchać, powołałem się więc na naszą Księgę Życia i na mój autorytet Psa. Nie był chętny do współpracy więc pokazałem mu czym jest Litość i Kara (moje dwa olbrzymie obrzyny schowane za płaszczem). Agibgail przeraziła się i prawie zaczęła krzyczeć. Barman stawał się coraz bardziej upierdliwy więc chwyciłem go za fraki i chciałem siłą przywołać go do porządku. Na to wtrącił się szeryf, jednak odepchnąłem go tak, że wpadł na Samuela, który wpadł w lekką rozpacz, gdyż jest przeciwny niepotrzebnej przemocy. Barman wyrwał się mi i chciał nas wyrzucić z saloonu. Ja już traciłem siły, jednak łagodny Samuel nie ustąpił, co jednak wystarczyło, żeby barman ostatecznie zmienił zdanie i stwierdził, że da Abigail lepszą pracę. Przytuliłem siostrzenicę i uspokoiłem. Kolejna zbłąkana duszyczka uratowana.

Czekający farmerzy odprowadzili nas na obrzeża, milę od centrum miasta, do domu spotkań. Pasterz Isaac do którego nas wysłano, czekał na nas przed Domem. Po krótkiej rozmowie, w której ustaliliśmy, że zaraza zaczęła się wraz z odejściem Abigail do saloonu. Powiedziałem w jaki sposób uratowaliśmy ją od jej nędznej pracy. Stwierdził jednak, że nie jesteśmy godni bycia psem skoro zostawiliśmy ją w centrum rozpusty i podważył nasz autorytet przed zbierającym się tłumem. Samuel pokazał mu księgę, rzucił ją na ziemię, i stwierdził, że my jesteśmy głosem Pana Życia. Isaac wyrwał księgę i zamierzał mnie nią uderzyć. Instynktownie sięgnąłem po broń, jednak udało mu się mnie trafić. Samuel zszedł do ludzi i zaczął przekonywać ich do siebie modlitwa i błogosławieństwem dzieci. Isaac zbiegł do niego ciągle porównując do opętanych przez demonów psów. Podleciałem i kolbą sprowadziłem go na ziemię i przemówiliśmy wspólnie z Samuelem do ludzi, którzy całkowicie stanęli po naszej stronie. W końcu jesteśmy Psami Pana Życia. Niedobrze jest się nam przeciwstawiać.

Brat Samuel nie wyszedł na tym najlepiej. Zdaje się, że zaraza sięgnęła i jego ciała. Zdecydowałem się mu pomoc. Wraz z mieszkańcami zaciągnąłem go do Domu Zgromadzeń i tam zorganizowałem jakąś szybko niezbyt profesjonalną pomoc. Ale Pan Życia był po naszej stronie, więc silny w wiarę uzdrowiłem brata.

Brat Isaac za naszymi plecami twierdził, że to uzdrowienie to sprawka demonów, którymi jesteśmy skalani. Ale nikt go chyba już nie słuchał, wierni byli po naszej stronie.

Gdy tylko Samuel się lepiej poczuł wyszliśmy do ludzi, Ci jednak wskazali nam, że oto właśnie brat Ezra rusza do miasta, zapewne do domu uciech jak zwykle. Dogoniliśmy jego powóz i zajechałem mu drogę. Pokazałem kim jestem i podjechałem na tyle blisko, że dostrzegłem w jego oczach demona. Brat Ezra był opętany przez demona. A naszą rolą jest przegnanie demona z każdego ciała.

Samuel wyrwał koło z jego wozu więc Ezra-demon musiał inaczej uciekać. Było już po zmroku, jednak wokół nas jakby zrobiło się jeszcze ciemniej. Wiatr mocno wiał i słychać było jakieś demoniczne szepty i śmiech. Ezra-demon zerwał się do ucieczki, zeskoczył z wozu i począł nadnaturalnym pędem biec, nie niemal galopować ku miastu. Jednak nie wiedział jednego, nikt nie jest szybszy ode mnie, jednego z najszybszych jeźdźców wśród Psów. Już go doganiałem, gdy żar modlitwy brata Samuela powalił go na ziemię. Zarzuciłem lasso na jego szyje, lecz zerwał je śmiejąc mi się w twarz. I wykrzyczał mi w twarz, że miał Abigail, miał każdego dnia przez ostatni rok. Rozłoszczony wycelowałem mu moim obrzynem, Karą, prosto w twarz, jednak Samuel uspokoił nas obojgu trochę, śrut z obrzyna poszedł w nogi. Ezra-demon nie dawał za wygraną, rzucił się w moją stronę z tymi eterycznymi pazurami i kłami i spadliśmy na ziemie kotłując się. Samuel podbiegł i opętał go swoim płaszczem i modląc się zaczął go egzorcyzmować. Demon zaczął się wypalać, a płomienie demoniczne były coraz większe. Zapewne i w końcu stały się widoczne w samym Hill’s End. Ludzie tam stali zwróceni w stronę bezdroża z którego było widać wielką łunę.

Demon wypalił się zupełnie a płomienie które szalały powoli przemieniały się w płomienie Pana Życie. Zapewne w tym miejscu, w który wraz z bratem Samuelem stoczyliśmy bój z demonem powstanie wielki Dom Zgromadzeń, wiele większy niż ten na odludziu powoli zapominany przez swoich wiernych.

Brat Ezra potrzebował pomocy ponieważ umierał. Porwałem go na swojego konia i ruszyłem w kierunku miasta. To była już sprawa ludzka. Twierdził, że nie przeżyje, że umrze – udało mi się jednak wykrzesać w nim wiarę, którą dawno utracił. I tak o to Dom Zgromadzeń zyskał nowego pastora – nawróconego Ezrę.

A my odjechaliśmy z uleczonego miasta w stronę wschodzącego słońca.




Uwagi:
Była to moja pierwsza sesja w DitV i już mogę powiedzieć, że gra jest świetna. Graliśmy za pomocą Skype oraz programu Gametable. GT strasznie ułatwianie zarządzanie kostkami oraz sprawy mechaniczne.

W grze pojawiło się kilka konfliktów. Pierwszy, nie ujęty w fabule to taki konflikt inicjacyjny, na podstawie którego zdaje się, że dobrze uchwyciłem ideę rozstrzygania konfliktów.

Podczas sesji były one następujące:

1. Konflikt między Samuelam a Szeryfem, żeby władza nie wtrącała się do spraw Psów.
2. Olbrzymi konflikt między Benjaminem, Samuelem, Szeryfem, Abigail i barmanem Johnsonem zaraz po wejściu do saloonu. Był to najdłuższy i najbardziej rozbudowany konflikt, po którym żadne inne nie będą nam straszne.
3. Konflikt pomiędzy nami a bratem Isaackiem, który próbował podważyć nasz autorytet przed garstką wiernych.
4. Konflikt Benjamina o życie brata Samuela.
5. Konlfikt między Benjaminem, Samuelem i Ezrą-demonem.
6. Konflikt Benjamina o życie nawróconego Ezry.


Konflikty były rozgrywane w pełni mechanicznie z dodawaniem tekstów i opisów, w zależności od tego co kto mógł zrobić. Sesja miała jedne bug, otóż Ezra pojawił się jakby znikąd, nigdzie wcześniej się nie pojawił, a moim zdaniem gra nabrała by większego kolorytu, gdyby choć gdzieś w tle pojawił się w saloonie, albo wspomniał o nim brat Issac. A i my w pewnym momencie, po konflikcie z Isaackiem nie bardzo wiedizliśmy co możemy zrobić, dlatego tak wpadliśmy na Ezrę-demona.

Ogólnie zaliczam sesje do udanych. I oby więcej takich.
Prześlij komentarz