piątek, 10 kwietnia 2009

Pierwszy (a właściwie drugi) scenariusz

Przypomniały mi się początki z pierwsza edycją a właściwie jedna z pierwszych sesji. Była to sesja szczególna. Rozegrana gdzieś w okolicach 1995 roku i była pierwsza poważną sesją poprowadzoną wg scenariusza, który własnoręcznie napisałem. Była to ogólnie moja trzecia sesja (pierwszą był "Kontrakt O." z podręcznika głównego WFRP, a drugiej nawet nie warto wspominać, bo nie wyszło jak chciałem). Oto skrót z tej trzeciej (pierwszej poważnej) sesji:

Drużynę stanowili krasnolud i dwoje ludzi – podróżujący awanturnicy.

PG podróżowali beztrosko po trakcie, gdy w pewnym momencie minęło ich kilku Rycerzy Zakonnych Sigmara z charakterystycznym Łowca Czarownic. PG dotarli na wieczór do niewielkiej wioski (właściwie miasteczka) i wynajęli spokojnie miejsce w gospodzie.

Wieczór minął spokojnie, narobili sobie trochę wrogów: grając w kości, tudzież siłując się na rękę. Zostali zapamiętani. Zostali tam na kolejną noc, gdyż na dworze panowała straszna ulewa.

O świecie trzeciego dnia do karczmy wpada mężczyzna, z którym ostatnio wygrywali w kości, wraz z trzema Rycerzami Zakonnymi oraz Łowca Czarownic. Okazuje się, że miejscowy kapłan Sigmara został zabity. I na miejscu zbrodni był widziany jeden z PG. Cała trójka została zaaresztowana przez Łowcę Czarownic o wdzięcznym imieniu Otto.

Zostali poddani dość niewdzięcznym torturom, przy których byli obecni Otto oraz kapitan zakonników. W końcu przed świtem udaje się PG zbiec z miejsca tortur, wykorzystując pomysł jednego z PG. Wymykając się z osady natrafiają na porzucone w lesie ciało kapitana sigmarytów, który leży tu już jakiś czas. Dochodzą do wniosku, że to jest dziwna sprawa, skoro kapitan ich torturował przed chwilą a teraz leży martwy już dość długo w lesie.

Wiedzieli, że jeśli uciekną mogą być ścigani nadal, a to im nie byłoby na rękę. Wierzyli, że jeśli odkryją to, iż kapitan jest kimś innym niż się podaje, być może udowodnią swoją niewinność. W końcu może mają do czynienia z kimś, kto i mógł się podszyć pod jednego z nich i w ten sposób, zabijając kapłana Sigmara obciążył PG – wtedy byliby niewinni. Określili, więc swojego wroga, jest albo doskonałym aktorem oszustem, albo mutantem, który potrafi przybrać dowolną postać. I nienawidzi wyznawców Sigmara. Wiedzieli, że do Otta nie mogli się udać, bo był zbyt fanatyczny. Trzeba, więc iść do „źródła”.

Jeden z PG wyczaił rozmowę, z której wynikało, iż kapitan poszedł modlić się w odosobnieniu do świątyni Sigmara. Dwójka PG zrobiła niewielkie zamieszanie, aby drużynowy wojownik – krasnolud wdarł się do świątyni i „wyjaśnił” sprawę. Wojownik dostał się do świątyni, a w międzyczasie reszta próbowała doprowadzić innych zakonników do trupa ich kapitana.

Drużynowy wojownik stanął naprzeciw nie kapitana, ale samego siebie. Otto w międzyczasie złapał jednego z PG, ale ten się tłumaczył, o co chodzi z kapitanem. Łowca Czarownic i dwóch zakonników wrócili do świątyni i widzieli walkę między dwoma klonami. Otto chciał zabić obu, ale schwytany powiedział, że wierzy, że wygra lepszy i prawdziwy, bo ma większe doświadczenie, niż kopia. I faktycznie, gdy pada ostatni cios, na ziemie nie spada krasnolud, tylko wiecznie zmieniająca się postać, która co chwila jest kimś innym: począwszy od kapitana, przez PG, pod którego się podszyła, i wiele innych.

Otto nie miał wielkiego wyboru jak wypuścić uniewinnionych PG, zrobił to jednak niechętnie i jeszcze przez wiele innych przygód był odwiecznym adwersarzem drużyny.
Prześlij komentarz