piątek, 10 kwietnia 2009

Wampir: Maskarada

Ostatnia moja sesja w Wampira: Makaradę. Miał być to początek większej sagi, jednak MG przeszedł na WFRP i nie wiadomo czy będzie chciał wrócić do tej sesji rozwijając ją dalej. Mam nadzieję, że miło się czyta:) A jak kiedyś będę sam potrzebował sobie przypomnieć to i tu zajrzę.

***

Urodziłem się w Katowicach, mniej więcej w 1978 roku. Nie miałem za ciekawego dzieciństwa, urodziłem się w biednej rodzinie, która po upadku komunizmu dość szybko straciła pracę – utrzymywaliśmy się z zasiłku, więc zaraz po skończeniu podstawówki musiałem iść do pracy zamiast się kształcić. Wprawdzie zwiedziłem trochę świata, trochę się poduczyłem życiowo, ale w wypadku, jaki się wydarzył na budowie zginał mój majster. Wina spadła na mnie, więc musiałem uciekać na Ukrainę, gdyż byłem ścigany w listem gończym za morderstwo. Od przyjaciela dowiedziałem się, że mój ojciec zmarł – nie mógł znieść tego, że jego syn został mordercą. Gdy miałem zamiar już wrócić okazało się, że narodziłem się po raz drugi – dla Nocy. Było to cztery lata temu. Jako gangrel doskonale dawałem sobie radę w okolicznych lasach małopolski, gdzie powróciłem po przymusowym zesłaniu na Ukrainę. Aż do dziś…

Nie pamiętałem dokładnie ostatnich trzech dni. Ocknąłem się w lesie, jakaś wielka siła ciągnęła mnie w pewnym kierunku, ledwo mogłem się jej opierać. Jakiś oszalały kainita, z mordem w oczach rzucił się na mnie – nie wiadomo skąd, nie wiadomo, dlaczego. Gdy już powaliłem go na ziemię i rozszarpałem jak zwierze ofiarę, usłyszałem ogromny huk. Poszedłem sprawdzić skąd doszedł ten odgłos i dotarłem na miejsce wypadku. Znałem tamtych kainitów – Weronika i Piotr, – choć nie byłem w stanie przypomnieć sobie coś więcej ponad to. Na drodze leżał przejechany jeleń i trup, z którego Piotr uzupełniał vitae. Weronika była w jeszcze gorszym stanie.

Na szczęście już skojarzyłem gdzie się znajdowaliśmy. Były to Maszkowice, wieś niedaleko Nowego Sącza. Poprosiłem Piotra by wziął Weronikę i szedł za mną – niedaleko tutaj jest siedziba mojej trzody – kilka budynków należących do okolicznych cyganów. W środku jednego z domów, Weronika dostała potrzebną krew i jakoś wróciła do siebie. Oni też nie bardzo pamiętali kilka ostatnich dni, tak samo kojarzyli mnie, tak samo czuli dziwną wieź ze mną, – lecz nic ponadto.

Chwilę później odnalazł nas, wysłany przez nowosądeckiego księcia Gabriela – kainita o imieniu Arkadiusz. W trakcie rozmowy wyszło, że Piotr ma list od krakowskiego księcia Władysława do Gabriela – a Weronika szuka swojej córki. Nie wiadomo, kim był ten człowiek, który zginał w wypadku.

Najpierw dostałem dziwnego sms, a potem zadzwonił telefon –przyjaciel z dzieciństwa poinformował mnie o śmierci brata.

Zdecydowaliśmy pojechać do Nowego Sącza by przedstawić księciu Weronikę i Piotra. Przejeżdżaliśmy koło miejsca wypadku, gdzie Piotr i Arek starali się dowiedzieć coś więcej. Jednak dopiero wizyta na komisariacie i w kostnicy – pozwoliła nam ustalić, że martwy z wypadku to prywatny detektyw, który szukał córki Weroniki. Odzyskaliśmy też osobiste rzeczy należące do Weroniki, wśród których był list od jej Matki, która prosiła, aby ją odnaleźć w Zakopanem. Cały list był napisany w dziwny sposób – jakby Monika zamierzała zrobić coś, co nie spodoba się nikomu i będzie potępiane przez Księcia i innych. Wiedzieliśmy, że ghule Moniki szaleją – jakby brakowało im jej krwi.

W budynku należącym do księcia Nowego Sącza, po podstawieniu się i otrzymaniu gościny w tutejszej domenie, wyszło na jaw, że Książe Krakowa i Książe Nowego Sącza są w jakimś konflikcie – w liście były warunki, których Gabriel nie chciał przyjąć. Nawet list nie bardzo go interesował. Zostaliśmy kulturalnie wyproszeni z posiadłości Księcia.

Po przebudzeniu zdecydowaliśmy się jechać do Zakopanego. Nie ma tam Księcia, więc nie musieliśmy się przedstawiać. Trafiliśmy do tajnego klubu dla kainitów, gdzie, co niektórzy nas pamiętali sprzed kilku dni. Podobno spotkaliśmy się tutaj z Moniką jakieś cztery dni temu. Kiedy zdecydowaliśmy się opuścić lokal – po telefonie Władysława, który przekazał Piotrowi inne miejsce pobytu Moniki – zostaliśmy zaatakowani przez kilku podejrzanych wampirów – tak jak ten który mnie zaatakował w lesie – z mordem w oczach. Udało się nam przeżyć to starcie.
Prześlij komentarz