piątek, 10 kwietnia 2009

WFRP: Powrót Liczmistrza #2

Wszystko źle by się skończyło, gdyby nie to, że z pomocą przyszli, obudzeni pożarem, ludzie z wioski. Walka ze skavenami nie trwała zbyt długo. Już mieliśmy być ponownie gdzieś „umieszczeni”, jednak nadjechał Ordon wraz ze swoimi ludźmi. Wśród nich był również mag Adamus. Pozwolili nam się zatrzymać w jednej z chat, jednak mieliśmy zdać dokładnie relację z tego co tu się wydarzyło. Po tym jak zażyliśmy kąpieli i zjedliśmy coś, udaliśmy się na miejsce z Odronem i Adamusem. Karczma w której była ta rzeźnia jeszcze nie całkiem została uprzątnięta. Dowiedzieliśmy się, że jeden ze zbrojnych przeżył i widziano go uciekającego poza wioskę. Jednak, jak później się dowiedzieliśmy nie uciekł za daleko, znaleźliśmy o nabitego na konar drzewa, i to dość wysoko. Opowiedzieliśmy Ordonowi o całym wydarzeniu. Najwięcej do powiedzenia miał Roran. Mówił, że coś tam było, coś wielkiego, próbował strzelać do tego i rzucać nożami ale słyszał tylko warczenie dość głośne, i uciekł na górę. Ordon już miał zamiar nas wypuścić gdy nagle do wioski wjechała kolejna grupa zbrojnych. Przywodził im wielki wojownik, trzymający na łańcuchu bardzo wielkiego, zmutowanego skavena; obok nich jechała wytatuowana elfka. Nie mieli najlepszych zamiarów. Srebrnowłosy został walczyć, a ja z Roranem wycofaliśmy się do karczmy. Mogliśmy tego nie robić.

W karczmie, jeden z zarżniętych ludzi właśnie podnosił się z podłogi. Ale przecież wyraźnie był martwy! W dodatku mówił i groził nam. Byliśmy w takim szoku, że nie wiedzieliśmy co do nas mówi. Roran zaczął z nim walczyć. Ja wybiegłem z drugiej strony karczmy i zdecydowałem się przyłączyć do walczących. Znów był rzucony ten czar – nie było nic słychać, walka odbywała się w zupełnej ciszy. Najwidoczniej ta elfka go rzuciła, przez co i ja i Adamus byliśmy nieskuteczni. Wypatrzyłem ją w tłumie walczących, wykonywała dziwne gesty – podtrzymywała czar. Podbiegłem do niej cichaczem i zamierzyłem się w jej głowę kijem mojego mistrza (wypadł krytyk hehe:P). Jednak była bardziej przebiegła niż myślałem. Opadła iluzja a ja zdzieliłem jakiegoś chłopa. Ale szybko ją odnalazłem w cieniu drzew. Podbiegłem do niej chcąc jej przeszkodzić, jednak i to mi się nie udało – rozłożyłem się przed nią jak długi. Chwilę potem coś wdeptało mnie niemal w ziemię, i już prawie traciłem przytomność. To cos jednak, coś dziwnego podbiegło do elfki i jednym zamaszystym ruchem poderżnęło jej gardło. Straciłem przytomność.
Prześlij komentarz