piątek, 10 kwietnia 2009

WFRP: Powrót Liczmistrza #4

Wraz z pojawieniem się niedźwiedzia zapanował chaos. Niektórzy rzucili się do ucieczki, inni do walki. Przyłączyliśmy się do walczących, ale ostrożnie, z daleka. Niedźwiedź mocno rzeźnił tych walczących z przodu, ale pod naporem tłumu zaczął uciekać w las. Słychać było krzyk Marcusa. Oferował 50 zł koron za zabicie tej wielkiej bestii. Ruszył z kilkoma ludźmi w las, więc przyłączyliśmy się do niego.

Pościg chwile trwał, jednak zdawało się, że zgubiliśmy zwierza. Udało nam się dojrzeć sprytnie ukryta iluzję w lesie. Zasłaniała ona wejście do wielkiej jaskini ukrytej w jednym ze wzgórz. Wpadliśmy tam i zobaczyliśmy ślady niedawno odbytej masakry. Jakieś dziwne stworzenia leżały pozarzynane. Większość zabrała się za szabrowanie, ja jednak zacząłem się czuć dość dziwnie. Jakaś dziwna siła magiczna emanowała z jednego z wyjść z jaskini, i bił stamtąd jakiś niesamowity, nadnaturalny ziąb. Zdaje się, że nawet usłyszałem, dziwnie znajomy, kobiecy głos „Nie wchodź tam”. Krasnolud wszedł do drugiego z obecnych wyjść i nadział się na leżącego tam naszego niedźwiedzia. Szybko dobito zwierza. Udało mi się przekonać, żebyśmy nie wchodzili do tej drugiej jaskini i Marcus zarządził odwrót. Sam prawie straciłem przytomność w tej emanującej magią jaskini. Wzięliśmy co ciekawsze rzeczy z jaskini i ruszyliśmy w kierunku wioski – od której biła łuna. Pożar!

Pobiegliśmy tam i czekała nas kolejna makabryczna niespodzianka. Większość budynków trawił ogień, w środku na tle ogniska stała ożywiona elfka – Tril. Wokół pełzało kilku również ożywionych ludzi. Marcus bez zastanowienia ruszył w stronę elfki. Pobiegłem za nim, gdyż ożywiona Tril raczej nie miała dobrych zamiarów. Zdaje się, że właśnie rządziła tą grupą ożywieńców. Uśpiłem Marcusa czarem i niemal sprzed nosa Trill wyszarpałem go. Tril nawet nie zwróciła na to większej uwagi. Zaczęła się wielka bitwa w wiosce. Próbowałem ogarnąć sytuację ale było naprawdę ciężko. W pewnym momencie zauważyłem, że pewnym miejscu jest jakaś większa grupa żywych trupów – a w dodatku coś większego się wygrzebywało spod ziemi. Potwór wyglądał tak strasznie, że ciężko go dokładnie opisać. Nie miał skóry na klatce, jedynie nagie żebra pomiędzy którymi było widać wielkie bijące serce. Miał też ogromny kościsty ogon. W jakiś sposób był powiązany z ciałem Tril – wzajemnie dawali sobie siłę. Chciałem go jakoś się pozbyć, ale zwrócił na mnie tylko swoją uwagę. Dogonił mnie i powalił na ziemię. Myślałem, że już po mnie jest, jednak znalazłem w sobie siłę na ostatni czar (padł krytyk!:P) i serce potwora eksplodowało. To przesądziło o końcu walki. Potęga Tril i jej żywych trupów upadła.
Prześlij komentarz