piątek, 10 kwietnia 2009

WFRP: Powrót Liczmistrza #5

Roran sprawdzał, co z Marcusem, przy okazji wyciągając od niego sakiewkę. Ten w obłędzie na wskutek ran zaczął się podnosić wspierając na krasnoludzie. Sięgnął po miecz i zaczął powolnym krokiem, ciągnąc za miecz maszerować w stronę martwej Tril. Próbowałem go powstrzymać jednak nie chciał słuchać, więc pozwoliłem mu podejść. Gdy klęknął przy niej – uśpienie go czarem nie było większym problemem.

Wokół wioska nadal płonęła. Ludzi i ci żywi i ci martwi wrzeszczeli niemiłosiernie. Jedni z bólu inni z strachu – był to obrzydliwy widok (dostałem 6 punkt obłędu i chorobę – złamane serce lol – zrezygnowaliśmy na razie z tej choroby).

W pewnym momencie usłyszeliśmy tętent kopyt i do wioski wjechał elf w barwach ludzi Marcusa. Podjechał do nas i po obejrzeniu tego, co się stało zaczął z nami rozmowę. W skrócie powiedzieliśmy, co się stało, a w międzyczasie dojechali do wioski inni jego ludzie. Okazało się, ze są z sąsiedniej wioski i gdy tylko zobaczyli łunę pożaru ruszyli do wioski. W chwilę potem wracaliśmy już razem z Marcusem do wioski, z której jeźdźcy wyruszyli.

W wiosce, mimo iż była noc panowało wielkie ożywienie. Ludzie byli na ulicach, kobiety plotkowały – panowało duże poruszenie. Marcusa zabrano a nas ugoszczono w jednym z domów i spaliśmy do rana. Gdy się obudziliśmy okazało się, że jesteśmy w domu nieobecnego wójta i gości nas chyba jego żona. Kobieta zaoferowała nam kąpiel, jednak z posiłkiem postanowiliśmy poczekać. Udaliśmy się pod dom, w którym leżał Marcus jednak nie pozwolono nam go odwiedzić. Krasnolud podsłuchał rozmowę, z której wynikało, że ludzie Marcusa chcą wracać do jego dworku.

Wróciliśmy do domu wójta gdzie kobieta nas ugościła dobrą strawą. Opowiedziała trochę o Marcusie, jego nieszczęśliwym życiu i o tym jak traktuje ludzi. Dowiedzieliśmy się, że jego poprzednia żona Eva, została rozszarpana przez niedźwiedzia jakieś pięć lat temu, zostawiając go z trójką dzieci. A teraz ta Tril, której nikt nie lubił też zginęła w nieszczęśliwych okolicznościach. Musiał zabić własnego brata, a teraz sam umiera. Kobieta twierdziła, że nie zasługuje na taki los, bo był dobrym człowiekiem a nawet tych złych karał jakoś bez przesady – surowo, ale i sprawiedliwie. Mówiła też o jakiś plotkach, o wielkich szczurach o niepokojach na okolicznych ziemiach, o bełkoczącym o końcu świata kapłanie.

Po skończonym posiłku udaliśmy się z powrotem do Marcusa. I tym razem nas nie wpuszczono, tyle, że rozmawialiśmy z Adamusem. Wściekły był, że Roran okradł Marcusa. Krasnolud próbował się wytłumaczyć i stanęło na tym, że mamy iść sobie w swoją drogę. Naszą głośną rozmowę usłyszał elf, który przyjechał do poprzedniej wioski i widział, co się stało. Podszedł i poprosił abyśmy odeszli kawałek, żeby nie budzić jego pana. Elf jednak był przychylnie do nas nastawiony i stwierdził, że możemy jechać z nimi i nawet dobrzy by tak było – jak wiadomo teraz licho nie śpi. A kradzież uznał jako wynagrodzenie za uratowanie życia Marcusowi. Ustalił, że wyjeżdżamy następnego dnia, zaraz po tym jak stan Marcusa się ustabilizuje. Odeszliśmy nie widząc się z Marcusem.

Resztę dnia spędziłem pod drzewem zagłębiając się w księgę otrzymaną od Tril. Gdy nadszedł wieczór udaliśmy się do chaty wójta.

Jeden z ludzi Marcusa obudził nas koło północy. Prosił o pomoc i szybko udaliśmy się za nim na bramę opalisadowanej wioski. Okazało się, że do wioski próbował się dostać jeden z ożywieńców, którego naszpikowano strzałami. W oddali było widać kolejnych. Plaga dostała się nawet tutaj. Ktoś krzyknął z drugiej strony wioski, część poleciała to sprawdzić. My zostaliśmy na bramie. Czekamy.
Prześlij komentarz