sobota, 11 kwietnia 2009

W:tF Canadian Rockies #2

Wyruszyliśmy porannym busem, około czwartej nad ranem. Na miejsce mieliśmy dotrzeć około osiemnastej wieczorem, więc czekała nas ciężka podróż. Czułem się jak w klatce, wierciłem, kręciłem, nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Pasażer siedzący obok powoli miał mnie dość, z pewnością chciał zwrócić uwagę – ale gdy tylko napotkał mój wzrok wcisnął się głębiej w fotel i nie komentował mojego zachowania.

W końcu dotarliśmy do Baniff. Dość szybko przecisnąłem się do wyjścia, roztrącając kilku ludzi. Cieszyłem się, że wyszedłem z tej klatki. Po krótkim rozglądnięciu się zdecydowaliśmy się poszukać miejsca do spania. Na ulicach było prawie pusto. Gdzieś z jakiejś bocznej alejki dobiegł nas odgłos dziecięcej piosenki. Znalazłem zupełnie pusta alejkę i zmieniłem się w wilka. I zacząłem węszyć. Wyczułem, że w mieście byli Uratha, choć nie znaczyli go jako swojego terytorium, byli tutaj, co najmniej jeden, bardzo niedawno, może kilka godzin temu, może wczoraj. Wróciłem ze zwiadu do swoich, na polankę gdzie Plama i Szakal rozkładali już prowizoryczne szałasy. Ja jednak wolałem położyć się w postaci wilka pod jednym z drzew.

Gdy tylko położyłem łeb na łapach, rozległo się w wycie, był to pojedynczy wilk, może Uratha, wycie było pełne rozpaczy. Po chwili huk wystrzału rozniósł się echem po lesie budząc ptaki Alfa zezwolił nam ruszyć więc mocno wyrwałem się do przodu. Ktokolwiek to jest – pożałuje, że zaatakował jednego z nas. Wyprzedziłem resztę stada, po krótkim biegu przeskoczyłem nad rozpadliną i znalazłem się nad strumykiem. W zimnej wodzie, która odbijała rosnący na niebie księżyc stal wilk, z jego brzucha ciekła krew barwiąc strumień na purpurowo. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zatrzymałem się jednak rozglądając uważnie na boki starając dostrzec prześladowców.

Dostrzegłem, po drugiej stronie strumienia, w odległości kliku metrów jeden od drugiego, zbliżali się. Nagle pada strzał. Echo budzi duchy lasu. Skoczyłem w stronę strumienia niemal w tym samym momencie, zasłaniając wilka przed kolejnymi ranami. Ból przeszył mój kark, świat stanął czerwienią. Z trudem powstrzymałem mój Szał – mogło być to niebezpieczne dla wszystkich wokoło.
Powoli regenerowałem tą ranę. Słyszałem odgłosy walki – Szakal i Plama rozprawiali się ze strzelcami nadzwyczaj skutecznie. Większość uciekła ratując swoje życie, kilku zginęło. Walka jedna nie do końca poszła po naszej myśli – Szakal wpadł w Szał!

Plama właśnie wykańczał ostatnią ofiarę, gdy Szakal niemal rzucił się na niego. Chwile się gryźli, ja regenerując rany i czując się coraz lepiej postanowiłem pomóc alfie poskromić Szał Szakala. Chwyciłem go kłami za wielką kudłatą tylną łapę, wgryzając się w nią mocno. Szakal prawie się wyrwał Plamie, jednak mój uścisk był na tyle mocny, że po chwili na ziemi na ziemi leżał Indianin, wykrwawiając się na śmierć. Biała Plama wrócił do swojej postaci, wyjął swoje medykamenty i zaczął leczenie Szakala.

Po chwili zobaczyliśmy na tle księżyca sylwetkę wilka, który uważnie nam się przyglądał. To ten wilk, któremu uratowałem skórę. Zapytał nas czy przysłał nas Thomas, i był zdziwiony, że nie słyszeliśmy o ostatnich wydarzeniach z okolic Baniff. Powiedział, że jest za późno już, i że być może mój ojciec już nawet nie żyje.

Indianin właśnie odzyskał przytomność. Był niemal nagi nie licząc strzępów rożnego rodzaju prowizorycznych opatrunków będących kawałkami szmat i ubrań, które tamowały krwawienie. Spod większości z nich sączył się zapach ziół i maści, którymi potraktował go Marcus Biała Plama.. Większość zadrapań zagoi się wkrótce. Niestety pewne rany pozostaną. Ból biodra przypominał o postrzale, jakim oberwał podczas walki z myśliwymi zaś piekące niemiłosiernie udo było świadectwem moich zębów.

- Wynośmy się stad – wilk przyjął ludzką formę i spojrzał na przybite włócznia do ziemi zwłoki mężczyzny. Brakowało mu ramienia i polowy klatki piersiowej. Jego głowa zwisała na kilku zaledwie strzępach skory - Jego widok przyprawia mnie o mdłości. Myślicie, ze ci ludzie przyszli polować na wilki? Nie, oni przyszli upolować samego diabla.
Prześlij komentarz