czwartek, 7 maja 2009

Kingdom Key: Komuniści i Trolle - sesja 6

Połamane nogi Rasputina zostały wyleczone w ekspresowym tempie, za pomocą mikstur alchemicznych, więc już po kilku dniach mogliśmy udać się do Komisarza. W końcu nasza misja udania się na terytoria północne nie mogła odwlekać się dłużej.

Komisarz nadal niechętnie na mnie patrzył, ale poprzez wzgląd na nasze uratowanie jego miasteczka obdarował kryształami. Elf wyciągnął jeszcze od niego trzech ludzi, którzy mogliby nam pomóc w wyprawie.

Ja udałem się do komnaty Nadii i po upojnym wypoczynku zaproponowałem jej podróż z nami na terytoria północne. Stanowczo odmówiła, twierdząc, że jest potrzebna tutaj ojcu i miasteczku, a poza tym ma już dość emocji. Uszanowałem jej wybór i postanowiłem nie angażować się więcej w żadne miłości – a skoncentrować się na naszej misji.

Po załatwieniu wszystkiego w miasteczku i powrocie z fałszywej podróży naszego woźnicy udaliśmy się w kilkudniową podróż na północ. Dotarliśmy do Ivanogrodu – miasta wybudowanego dookoła zamku, w którym znajdowało się lądowisko Zeppelinów. Zdecydowaliśmy, że to będzie najbezpieczniejszy środek transportu.

O ile po miasteczku można było się poruszać swobodnie to do Zamku nie chcieli nas wpuścić. Okłamałem strażnika, że jestem inspektorem od bezpieczeństwa, bhp i innych tego typu rzeczy, a że jestem dość wprawnym kłamcą to mi uwierzył i znaleźliśmy się w środku.

Gdzieś pod drodze minął nas pochód elfów, z kimś kto wyglądał na ich guru, w obstawie strażników z zamku. Elf chciał go zaprosić na wspólne delegowanie się kryształami, ale został odsunięty przez jednego ze strażników.

Okazało się, ze zdobycie biletu na Zeppelina nie jest takie łatwe. Mogliśmy albo czekać na powrót pana zamku Siergieja – który udał się z ludźmi na polowanie na trolle, które niepokoiły jego ziemię i nie wiadomo kiedy wróci, albo załatwić to formalnie, co potrwa zapewne wiele dłużej niż powrót Siergieja z dziesięciu takich wypraw. Postanowiliśmy zadziałać błyskawicznie, ponieważ mieliśmy przeczucie, że niedługo na północy coś strasznego się wydarzy.

Zaczęliśmy knuć, w jaki sposób porwać jeden z Zeppelinów, a pozostałe uszkodzić. W międzyczasie guru w obstawie udał się do Zamku, zostawiając swoich ludzi w statku. Rozważaliśmy uprowadzenie guru i podminowanie pozostałych dwóch statków – w końcu Fazzanir potrafił wymyślać niekonwencjonalne bronie jaką na pewno będzie bomba czasowa.

Elf zajął się podminowaniem Zeppelinów, natomiast Rasputin udał się za guru, żeby pozbyć się jego obstawy i uprowadzić, jako zakładnika, elfiego guru, ale zrezygnował i wrócił do nas.

Fazzanir skłamał strażników, że guru jest w niebezpieczeństwie i powinni mu pospieszyć na pomoc. Ja następnie resztę z okrętu pozbyłem się kłamstwem, że trzeba przeszukać okręt, ze względu na grożące pasażerom niebezpieczeństwo. Zostaliśmy sami na okręcie, więc Rasputin zaczął się oswajać ze sterowaniem. Okazało się, że nie został zatankowany do końca – i może nam braknąć paliwa.

W międzyczasie oszukani strażnicy wrócili, i otworzyli do nas ogień. Elf wezwał dżina przenoszenia i porwał zbiornik z napędem do Zeppelina. Całe szczęście, że nie trafili w zbiornik.

W końcu wystartowaliśmy, ale okazało się, ze jakaś tajemnicza siła nie pozwala się nam w pełni oderwać od ziemi. Gdy spojrzeliśmy w dół okazało się, że powodem była magia guru elfów. Stał na dole skoncentrowany i próbował nas posadzić na ziemię. Rasputin zastanawiał się czy rzucić środkiem wybuchowym ale ostatecznie elf chwycił za TNT i chciał mu rzucić pod nogi, żeby rozproszyć jego koncentracje. Mało brakło, a zamiast na ziemię TNT wybuchło by mu w rękach i poparzyło – w końcu byliśmy pod ostrzałem strażników zamku. Jednak ładunek chwycił jeden z naszych ludzi, wyproszonych od Komisarza i zrzucił pod stopy czarującego – a my puszczeni wolno wystrzeliliśmy, jak z procy, w niebiosa.

To nie koniec – wysłano za nami jeden z Zeppelinów. Elf przywołał ducha mgły, żeby ukryć nas w chmurach. Udało się, ale usłyszeliśmy wybuch w pobliżu – nasza bomba czasowa właśnie eksplodowała. Wiele odłamków z Zeppelina pewnie by uszkodziło i nasz okręt – gdyby nie to, że Rasputin doskonale opanował sterowanie okrętem. Mogliśmy odlecieć bezpiecznie w sobie tylko znanym kierunku.
Prześlij komentarz