czwartek, 21 maja 2009

Kingdom Key: Komuniści i Trolle - sesja 8 (finał)

Podlatując okrętem powietrznym bliżej ruin mieliśmy szansę przyjrzeć się bliżej owym posągom. Okazało się, że w pewien sposób przypominały trolle, ale jednak wyglądały na o wiele bardziej inteligentne i kulturowo rozwinięte. Jednak w większości posągi były zniszczone i zrujnowane.

Zdecydowaliśmy się wylądować na obrzeżach ruin, żeby nie ujawniać się tubylcom. Rasputin wyczuwał olbrzymie ilości Kryształu pod ziemią. Elf został z okrętem, jeśli będzie trzeba się ewakuować to zapewne po nas podleci.

Zdecydowałem się zabrać za pomocą Siłacza jedną skrzynie od elfa-szamana, oraz pozostałą dwójkę ludzi i Rasputina z jego wiernym psem. Poprowadziłem ich przez ruiny, ale nim zauważyliśmy weszliśmy w sam środek mniejszego obozu trolli, którzy żyli tutaj wraz z ludźmi. W pewnym momencie jeden z trolli zaczepił naszego człowieka niosącego skrzynie, ale udało mi się nakłamać temu trollowi, że lepiej dla niego będzie, jeśli zostawi nas w spokoju, bo w innym wypadku jego przywódca się bardzo rozzłości.

Gdy chcieliśmy opuścić teren obozu zatrzymało nas kilku strażników trolli w towarzystwie ludzie. Nie pamiętali nas, żebyśmy tu wchodzili, ale żądali podarków. Nie bardzo wiedziałem, co chcą, ale otrzymali dwa eliksiry szybkości. Zapomniałem dodać, że mają one dość przykre skutki uboczne w chwilę po użyciu. Ich strata.

Byliśmy coraz bliżej wioski, na opustoszałej ulicy, gdzie było pełno kości zaatakował nas wąż, którego przeciąłem na pół mieczem Siergieja. Jego krew, trochę skażona, zachowywała się jak kwas, więc szybko przygotowałem eliksir, który zapobiegł zniszczeniu ostrza.

Za pomocą wspinaczki i skoków po dachach zbliżyliśmy się do centrum tego zrujnowanego miasta. Postanowiliśmy umieszczać się w tłum, a także próbowaliśmy zagadać do jednego z żebraków, który niczego nam interesującego nie przekazał. Zauważyliśmy, że kryształ tutaj, odwrotnie niż na naszych ziemiach, nie jest cennym surowcem, wiele cenniejsze było pożywienie i woda.

Naszym celem było dostanie się do twierdzy. Postanowiliśmy się wmieszać w tłum i przemknąć jako ostatni za zamykającą się wieczorem bramą. Zostaliśmy jednak rozpoznani, jako wrogowie i zaprowadzeni przed oblicze Wielkiego Trolla – tutejszego władcy.

W ogromnej komnacie siedział władca we własnej osobie, i patrzył na nas jednym okiem i drugim wykonanym z kryształu. Przy jego boku zgromadzona była grupa szamanów, oraz niewolnicy ludzcy służący, jako tłumacze. Postanowiliśmy się wkupić w łaski władcy, twierdząc, że przysłał nas nieżyjący już elf-szaman Asuda, który zginął podczas podróży wpadając do przepaści, a my skoro przetrwaliśmy kontynuujemy jego dzieło. Jeden z szamanów dość nerwowo zareagował, gdy wymówiłem imię Asuda. Król Trolli nakazał otworzyć skrzynię, mimo moich ostrzeżeń o zabezpieczeniach. Otwierający ją troll został ciężko ranny. W międzyczasie miałem okazję porozmawiać z głównym szamanem, który do nas podszedł, poza zasięgiem uszu tłumacza. Szaman zachowywał się dziwnie, jak się później okazało działał za plecami swojego władcy. Ten ucieszył się z podarków, ale mimo to skazał nas wywalić do jakiejś dziury i odesłał z kilkoma strażnikami.

Gdy już mieliśmy zostać zrzuceni z występu do przepaści, rozpoczęliśmy walkę. Wskutek tego to trolle poleciały do przepaści, z tym, że razem z Rasputinem. Wylądowałby pewnie w miarę bezpiecznie na zwłokach trolli jednak zagojone, bo niedawno połamane nogi odmówiły posłuszeństwa. Gdy wyciągnęliśmy go z dna, musieliśmy znaleźć jakieś miejsce i odpocząć do świtu. W chwile potem, z ukrycia obserwowaliśmy patrol, który przyszedł sprawdzić jak poszło poprzednikom, ale że było pusto przy studni poszli sobie bez wszczynania alarmu.

Następnego dnia, gdy mogliśmy już się w miarę poruszać udaliśmy się na mały rekonesans. Okazało się, że w komnatach władcy odbywała się mała popijawa. Większość trolli była skacowana, tylko Kiku strażników krążyło wokół wymęczonych spitych trolli. Rasputin skutecznie ich odciągnął. Ja wszedłem do sali i poczęstowałem półśpiącego króla eliksirem pokoju. Próbowałem wyciągnąć miejsce pobytu jego szamanów jednak nie udało mi się, wciąż mamrotał jak to ich nie lubi. Wypiłem eliksir siły i wytargałem więc władcę do pokoju, żeby zostać z nim sam na sam. Dalsza rozmowa nie miała sensu, związałem go i położyłem na nim eliksir tnt, jeśli przyjdą go uwolnić – cóż, będzie kilku trolli mniej.

Rasputin tymczasem za pomocą psa wytropił pokoje szamanów. Gdy już tam udawaliśmy się zza pleców było słychać wybuch – troll zginął szybciej niż się spodziewałem. W korytarzach powstał malutki chaos. We wskazanym przez psa pokoju natknęliśmy się na przywódcę szamanów i jego trzech mniejszych szamanów. Jeden uciekł zaraz po tym, jak Rasputin z zaskoczenia załatwił ich przywódcę. Dwójka bardzo się zdziwiła, gdy pod ich stopy wrzuciłem eliksir tnt. Kolejnych dwóch mniej.

Po przeszukaniu pokojów znalazłem nieudolnie tłumaczone zapiski i runy, oraz jakiś wielki kryształ. Wynikało z tego, ze szaman sądził, że niedługo powstanie gdzieś w tzw. Źródle Wielki Bóg Trolli. Szaman działając wraz z Asudą chcieli przejąć moc tego Boga. Przeprowadzali testy, w jaki sposób mogą bo przywołać i wykorzystać do własnych celów, zanim powstanie sam z siebie, w niedługim czasie. W mojej głowie rodził się plan przejęcia roli szamana i myślenie nad tym jakbym to mógł sam posiąść potęgo tego boga. Brakowało jednak kilku istotnych rzeczy – a nawet innych szamanów. Cóż, najpierw się musiałem dostać do tzw. Źródła, które zapewne znajdowało się pod ziemię.

Zabrałem co najpotrzebniejsze i kolejny raz nos psa Rasputina nas nie zawiódł. Po paru dniach dotarliśmy do największych złóż kryształów, o jakich dane mi było słyszeć. Zaczęliśmy się rozglądać po licznych runach, z których odczytaniem jednak szaman nie mógł dać sobie rady i dokonał wielu przekłamań. Okazało się, że kryształy tutaj zawierały jakąś niesamowita energię, która ostatnio stała się niestabilna. Powodowało to między innymi wizje, które staraliśmy się powstrzymywać. Szaman brał to za boską interwencję.

Uszkodzone ścieżki przenoszące energię dało rade naprawić, więc musiałem mocno się napracować. Brakowało jeszcze tylko czegoś w rodzaju kodów, których nigdzie nie mogliśmy znaleźć. Cywilizacja żyjąca tutaj dawnymi czasy była zaprawdę wysoce rozwinięta, przekraczało to wielokrotnie moje wyobrażenie.

Rasputin skontaktował się z jednym ze starożytnych dżinów tego miejsca i poprosił o pomoc. To, czego szukaliśmy znajdowało się na dnie przepaści, w której już byliśmy podczas przeszukiwania pomieszczeń. Mogliśmy sami na to wpaść, ponieważ podłoga tam była nadnaturalnie płaska. I faktycznie na dnie zasypane popiołem czasu, znaleźliśmy wymagane „kody”. Wkrótce po tym udało mi się rozładować zbierającą się w podziemnych kryształach energię. Nic złego już światu nie groziło.

Teraz pozostał kontakt z Fazannirem i odlot naszym okrętem. Świat uratowany!
Prześlij komentarz