czwartek, 11 czerwca 2009

Sundered Skies #3

Zaczęliśmy ze sporym opóźnieniem, wciąż mając nadzieję, że trzeci gracz się pojawi. Rag się pojawił koło 21 i mogliśmy rozpocząć sesję. Skończyła się grubo po godzinie 1 w nocy, chyba nawet koło 2.

A Dragon's Rage

Trogdor w pierwszych godzinach dziennego cyklu powoli powracał do siebie, po pijaństwie w tawernie. Obok siedział Cael który zamówił sobie śniadanie. Postanowili wrócić na okręt kapitana Karra i sprawdzić jak się ma Id. Gdy już mieli wychodzić, kobieta sprzątająca tawernę krzyknęła do jednego z elfów – bliźniaków, że ta ruda kobieta, która tutaj była ostatniej nocy z Caelem, zostawiła swój plecaczek. Cael przekonał ją, że weźmie ten plecak i odda jej przy najbliższej okazji.

Cael i Trogdor postanowili jeszcze się przejść po markecie, żeby zrobić zakupy. Po drodze Cael zajrzał do plecaka Ceyry, gdzie znalazł trochę kogów oraz niewielki, działający pistolet który wsunął sobie za pas. Cael zakupił elfią zbroję, oraz krótki żelazny mieczyk, a że był dobrze rozeznany w tego typu miejscach, nie sprawiło mu problemów odnalezienie odpowiednich sprzedawców.

Gdy wrócili na „Szansę” drakin był już na nogach. Pomoc i eliksir znachora przysłanego przez Hawke pozwoliły mu się prawie całkiem wyleczyć. Została tylko połamana ręka.

Bohaterowie podzielili się z nim informacjami i przygodami jakie mieli w czasie kiedy on padł nieprzytomny na rozbitym okręcie syna Thomasa. Trochę opowiedział im o dualnej naturze Lightbringera i jego normalnej twarzy – Oceaniusie. Zgodzili się, że tarcza nie może upaść i muszą odnaleźć wszystkie artefakty. Drakin przypomniał sobie, że kilkanaście cykli temu, podczas rozmowy z drakinem, którego spotkał podczas swojej podróży, dowiedział się, że w Dragon Spine, w ogólnodostępnej dzielnicy krążą „miejskie legendy” o mordercy pojedynczych orków, którego zwie się właśnie Zgubą Orków. A właśnie o tym wspominał objawiony bóg.

Id postanowił odnaleźć jednego z wysokich kapłanów w Boskiej Dzielnicy, żeby pomógł mu z uszkodzoną ręką. Udało mu się znaleźć Grooka – orczego Wysokiego Kapłana, który jednak nie był zbyt chętny udzielić mu pomocy. Dopiero Cael przekonał go wystawiając karty na stół – opowieść o szalonym bogu i Zgubie Orków, co nakłoniło go do pomocy.

Po drodze postanowili zrobić kolejne zakupy, jednak z zaplanowanych udało się kupić proch do pistoletu - ze zbyt drogich eliksirów zrezygnowali, lub nie mogli odnaleźć odpowiednich. Id został jeszcze sześć godzin w świątyni, gdyż tyle trwało leczenie.

Gdy spotkali się „U JJ” nadchodizły godziny nocne, a więc bywalców w karczmie przybywało. Id zniesmaczony, że tawernę prowadzą elfy, ostentacyjnie trzaskając drzwiami ruszył na „Szansę”.

W końcu Jeche podszedł do Caela i powiedział mu, że pojawił się, ten którego szukali – Joeseth. Siedział ze swoimi załogantami kilka stolików dalej i właśnie świętowali szczęśliwy powrót na wyspę. Miał charakterystyczne jedno nieruchome oko. Jeden z marynarzy Joesetha dość natarczywie zaczepiał obsługującą bywalców kobietę. Cael podszedł i udało mu się na tyle zastraszyć marynarza, że ten odepchnął od siebie kobietę, którą Cael oczywiście złapał i odstawił na proste nogi. Zażyczył sobie rozmowę z Joesethem w cztery oczy, dyskretnie przed innymi pokazując mu symbol Oceaniusa. Joeseth uspokoił załogę i przysiedli się do barbarzyńcy. Zapłacili jeszcze jakiemuś młodemu chłopcu, żeby szybko sprowadził tu Id.

Joeseth wyjaśnił na czym polega jego misja odzyskiwania zwłok. Ucieszył się, bo stwierdził, ze oboje mogą sobie pomóc – ma plan, jak się pozbyć Barki Królowej, należącej do Kabały Błysku. Polegał on na tym, że bohaterowie wypiją pewien eliksir, dzięki któremu załoga Barki składająca się z zombie, ghuli i innych umarlaków będzie traktować ich jak swoich. Następnie przedostaną się do „maszynowni” statku, wezmą szukane przez nich paliwo, a okręt rozbiją na najbliższej wyspie.

Kolejnego dnia spotkali się wszyscy w kajucie kapitana Joesetha na „Forgotten Purpose”. Po kilkugodzinnych przygotowaniach statek powietrzny wyruszył na poszukiwania jakiegoś niewielkiego miejsca bitwy. Bohaterowie zażyli pierwsze dawki eliksiru, które sprawiły, że pojawiły się na ich ciele niewielkie zmiany.

Po kilku dniach znaleźli odpowiednie – pewnie patrol Rady rozwalił jakiś niewielki okręt piratów i pozostawił szczątki na wyspie. Po przeszukaniu zwłok Spróbowali zbudować jakiekolwiek schronienie przed void – co się częściowo udało, bo pod koniec drugiego dnia tylko Trogdorowi się udzieliła niewielka irytacja.

Gdy tylko zauważyli nadlatujący okręt – przebudowany szkielet olbrzymiego smoka, z podczepionymi na skrzydłach działami itp. - wypili resztę eliksirów, co uczyniło ich nieprzytomnymi.

Przebudzili się już we wnętrzu okrętu, gdzie trzech zombich przeszukiwało ich ciała. Smród był niesamowity i irytujące drgania. Trogdor podniósł się jak gdyby nigdy nic, a zombie się odsunęły nie wiedząc co robić – martwi wstali:P

Bohaterowie rzucili się na swój sprzęt zgromadzony niedaleko, i rozpoczęła się walka. Id swoją magią powalił pierwszego z zombich, drugiego potężnym cięciem rozwalił drugiego, trzeciego zaś Cael. Zebrali swój sprzęt i szukali drogi do upiornej maszynowni. Odgłosy od nich dochodzące przerażały zwłaszcza Trogdora.

W środku znajdowała się grupa ciężko pracujących umarlaków – trzech ghuli, szóstka zombie oraz czuwający nad nimi upiorny bosman Soulstoke. Nie zwracali na wchodzących bohaterów uwagi.

Trzech ghuli obsługiwało waysphere, a zombie zasilało piece, dziwnymi urządzeniami połączonymi z pomieszczeniem z zamkniętymi drzwiami, zza których coś próbowało się wydostać. Na jednej ze ścian były przyczepione kryształy, na których było widać inne pomieszczenia okrętu, oraz wszystko co na zewnątrz.

Id doszedł do wniosku, posługując się swoimi smoczymi zmysłami rozpoznał, że zamknięte za drzwmia są najprawdopodobniej duchy drakinów, a być może nawet duch smoka. Postanowili je otworzyć. Czarodziej podniósł siłę Trogdora – jednak drzwi były solidnie zamknięte. Jednak zwrócili na siebie uwagę zombich i upiora, którzy zaatakowali intruzów. Rozpoczęła się ciężka walka, gdyby nie potężne zamachowe ataki Trogdora, rozwalające kilku wrogów naraz, mogliby skończyć jako część upiornej załogi. Zranił też część ghuli pilotujących okręt, więc zaczął spadać i uderzać o różne skały, rzucając pasażerami po ziemi. Zwróciło to uwagę samej Królowej Kości, która poprzez Soulstoke zainteresowała się maszynownią. Umożliwiła mu potężne ataki którymi raził z odległości bohaterów. W końcu w desperackim akcie Cael wyszarpał i otworzył zamknięte drzwi. Pokrył go pył a ze środka wyłonił się duch niewielkiego smoka, który z sekundy na sekundę zaczął się rozrastać. Krzyknął „Odzyskajcie moją duszę”, pochłonął też upiornego bosmana – i w końcu powoli zaczął przejmować swoje zmarłe ciało. Okręt zaczął się rozpadać, jak i jego martwa załoga.

Broń którą trzymał Cael w dłoniach zaczęła wskutek wydarzeń przechodzić jakąś dziwną transformację. Lufa stała się jakby smocza głową, a reszta pokryła się smoczymi łuskami. Cael rozejrzał się poprzez kryształy i znalazł szalupę, która prawie odpadała od okrętu. Złapał jeszcze znalezioną w zamknięciu smoka maskę przedstawiającą smoczą twarz, trochę łupów i ruszyli ku szalupie.

W końcu oderwali się od smoczego okrętu, który poleciał w górę i zaczął powoli zanikać. Bohaterowie zostali w pustce, nie bardzo mając pojęcie gdzie są i jak daleko od Gateway.
Prześlij komentarz