piątek, 3 lipca 2009

Exalted #1


Graliśmy stuprocentowo wg reguł Exalted. Główną zasadą byłą złota zasada, która mówi mniej więcej tyle, że jak coś się nie podoba to trzeba to zmienić. Więc Filip napisał zasady od postaw, pozostawiając karty postaci i gra chodziła na razie nieźle. Po więcej szczegółów odsyłam na linka do Centrum grania przez Skype, jakby ktoś był zainteresowany. A teraz przebieg sesji.



Moją postacią był Bloodred Wolf – lunar, wilkoczłowiek, który pragnie pomścić krzywdę, którą pewien młody i ambitny, pewny siebie Dragon-Blooded zadał jego współplemieńcom. W formie bojowej wygląda jak wielki wilkołak o czerwonym futrze o białych ślepiach. Pozostałe dwie postaci to solar z kasty Dawn – Invincible Descending Phoenix, oraz drugi lunar – również full moon, o zwierzęcej postaci dinozaura – Savage Knife.

Miejscem rozpoczęcia akcji było Hundred Kingdoms. A właściwie równina, która przecinała solidnie wykonana droga z pierwszej ery. Przy niej stały wielkie kolosy, posągi bohaterów. Nad nią leciała wielka latająca skała, z obserwatorium astronomicznym – będąca manse,czyli siedzibą Savage Knife'a. Bohaterowie podróżowali nią do jego mentora, zamieszkałego bardziej we wschodniej części Hundred Kingdoms. Bloodred Wolf okazywał zniecierpliwienie i dopytywał o koniec podroży, wierząc, że mentor Knife'e będzie miał informacje na temat Dragon-Blooded, którego ścigał ponieważ DB był odpowiedzialny za śmierć i krzywdę współplemieńców.

Następnego dnia bohaterowie dotarli do granicy puszczy. Widać było wioskę, która znajdowała się pod opieką zamieszkującego ją mentora, więc lądowanie wyspą miało miejsce na pobliskiej, wielkiej polanie. Mieszkańcy wyszli na powitanie przybyłych. Bohaterowie zostali powitani również przez starszego wioski. Ale była jednak zauważalna obawa ze strony mieszkańców, którzy niezbyt ufali potężnym bądź co bądź - obcym. Okazało się, że mentor Knife'a wyjechał na jakieś zebranie Lunarów i bohaterowie muszą na niego poczekać. Pomimo nieufności nastąpiła powitalna uczta, a następnie dwa dni świętowania.

Bloodred wędrując sobie po mieście przypadkiem przysłuchał się rozmowie, podczas której miejscowi coś mówili o potworze, który gnębił ich ziemię. „Wilczek” wyszedł z ukrycia próbując zrobić groźne wrażenie, chcąc strachem przekonać wieśniaków, że jest godny walki z potworem. Odebrali to z przekorą, okazali bunt młodzieńczy i stwierdzili, że nie chcą pomocy. Odeszli z tego miejsca. Lunar udał się na okoliczne tereny poszukać śladów potwora.

Bloodred znalazł ślady czyli zniszczone drzewa, kopiec pod którym pochowany został zabity właściciel trzody. Nic więcej nie znalazł więc wrócił do pozostałych. Z ich opowieści usłyszał że mieszkańcy z którymi rozmawiał przed wyruszeniem do lasów, nawet byli na tyle próżni, że zaczęli się stawiać do drużynowego Solara. Starszy wioski chciał załagodzić sytuację, z najbardziej cwaniakowatym młodzieniaszkiem, Invincible Descending Phoenix wyzwał na pojedynek chłopaka. Uniknął wszystkich ciosów a następnie ziewając powalił ciosem zadanym właściwie od niechcenia. Solar pomógł mu następnie wstać, ale chłopiec odszedł z nienawiścią w oczach z placu boju, a następnie z nawet z wioski.

Starszy wytłumaczył, że chłopiec miał problemy od śmierci ojca, którego uśmiercił potwór. Mieszkańcy nie chcieli pomocy, bo stwierdzili, że potwór już dawno odszedł i to ich problem.

Solar chciał zjednać sobie ludzi, ale nie poszło mu za bardzo. Przeczuwał nawet, że powiadomią kogoś groźnego o naszym pobycie zaraz po tym jak stąd odejdziemy. Zapewne pojawi się tu niedługo Wyld Hunt.

Knife odnalazł ponownie starszego i próbował z nim porozmawiać, zwłaszcza na temat informacji, które chcieli przekazać Wyld Huntowi. Starszy przemówił do nich, próbując rozwiać wątpliwości i zmienić ich chęci, co w większości się udało. Gołąb został jednak wysłany z wiadomością od tajemniczej i pewnie nigdy nie ujawnionej osoby.

W końcu przybył mentor Knife'a – Silver Stargazer. Był jednak oburzony, że Solar jest na jego terytorium. Pomimo tłumaczeń zażądał aby Solar opuścił jego ziemię. Ten odchodzi na Skałę. Mentor przestrzega nas przed Solarami. Na radzie, na której był uczestnikiem, okazało się, że coś przełomowego się szykuje. Ktoś kto nienawidzi Solarów – lunar o imieniu Ma-Ha-Suchi - zaczął przejmować władzę, i lunarzy podróżujący w towarzystwie solara, będą w niebezpieczeństwie jeśli tak dalej pójdzie.

Mentor wiedział również o masakrze na współplemieńcach Bloodreda. Cześć z nich jest została schwytana i jest prowadzona jako niewolnicy do Nexus, Great Forks, lub innego większego miasta. Masakrze przewodniczył wysoko postawiony członek Wyld Hunt – Waterfall Lion. Najprawdopodobniej jeden z jego podwładnych, także członek DB, mieszka niedaleko, w górze rzeki, przejął Mansę i zaczyna gnębić okolice. Być może on będzie miał więcej informacji na temat Liona, tyle, że będzie trzeba je od niego wyciągnąć siłą.

Bohaterowie zdecydowali najpierw odbić porwanych ludzi zanim dotrą do miasta,, a dopiero potem dopaść gnębiącego okoliczne ziemię DB.

Wyspa zaczęła swoją podroż omijając większe skupiska, podróżując śladem karawany. Bohaterowie natknęli się się na ślady potwora z wioski mentora lunara. Były wyraźniejsze i rozpoznali ślady wilczych szponów. Karawana była jednak dla nich priorytetem, dlatego olali pościg za potworem.

Po paru dniach natknęli się na karawanę, z ponad setką najemników, z yeddimami z wagonami i uzborjeniem. Kierowała się w stronę Great Forks. Widzieli ich z oddali, zastanawiając się czy oni nas dostrzegą. Zauważyli.

Chwila kłótni i okazało się, że bohaterowie pod naciskiem Bloodreda nie czekali z atakiem, tylko przystąpili do akcji od razu. Lunar zeskoczył na jednego z yeddimów, skakał po kolejnych i kilkoma ciosami rozwali kilku najemników podróżujących na nich.

Knife teleportując się zaskoczył przeciwników i zaczął ich zabijać toporem w swojej bojowej formie. Phoenix w tym momencie zaczął zabijać wrogów, dosłownie skacząc im po broniach i głowach, jednocześnie wypuszczając porwanych z klatek.

Pojawiło się Immaculate Order, które przewidziało ten atak, i przyłączyli się do karawany, na wskutek wysłanej poprzednio informacji z wioski mentora. Wiedzieli, że bohaterowie będą chcieli uwolnić niewolników. Mnich Wind Spider przewodził kilku innym mnichom i zaczął grozić a także wyzywać od demonów, potworów i innych diabelstw, oskarżenia kierował właściwie głównie Phoenixowi. Solar rozwalił brutalnie jego mnichów i Wind Spider przerażony się wycofał. W ludziach z karawany mimo wszystko mnich wywołał w więźniach częściowe obrzydzenie wybawcami – jako demonami, przeklętą Anathemą.

Pojawiła się kolejna persona - Virtuous White Princess pracująca zapewne jako osobisty ochroniarz dla merchant prince, do którego należeli niewolnicy. Stanęła naprzeciw Bloodreda i w myślał przemknęły mu wspomnienia z poprzednich żyć – była związana z lunarem, była solarną partnerką . Przekonał ją jednak, że ludzie z lasu nie podlegają jurysdykcji ludziom spoza lasu, a zwłaszcza mieszkańcom miast, więc cofnęła się do wagonu i zaczęła negocjować z księciem. Wyszli z wagonu, wraz z kolejną osobą – z tajemniczą lewitującą dziewczyna o nieprzeniknionych myślach, jednak ewidentnie ślepo oddanej kupcowi. Kupiec powiedział, że sprzeda niewolników, za odpowiednią wysoką ceną, jednak bohaterów nie było na to stać. Wybrał więc inną walutę - zażyczył sobie usług Solara przez rok. Bloodred zaproponował inną cenę – puszczenie kupca wolno, żywego. Ta sytuacja doprowadziła do pojedynku między nim a Virtous White Princes. Gdy walczyli zapewne i ona miała przebłyski z wspólnej przeszłości, które wywoływał podszeptami. W końcu walka była zupełnie pozorowana – ona chciała się popisać przed pracodawcą, ale jednocześnie pozwoliła lunarowi wygrać. W końcu odtrącił jej miecz i pochwycił ją w pozycji, w której dla widowni mógł ja zmiażdżyć kłami. Następnie odrzucił ją od siebie i popatrzył groźnie na jej pracodawcę.

Spojrzał też na Phoenixa, który nie wierzył, że lunar miał z nią szansę. Solar nie mówiąc nic, pomógł się podnieść z ziemi przegranej. Bloodred chciał ją przekonać, żeby podążyła z bohaterami – jako zwycięzcami, ale ważniejsze dla niej były stałe pieniądze niż podróżowanie z awanturnikami.

Wyzwoleni ludzie zaczęli się rozchodzić. Ludzie z wioski lunara, byli wciąż pod wpływem słów mnicha – twierdzili, że atak na wioskę był z winy Bloodreda, bo to jego jako demona szukali DB. Przypomniał im, że tak naprawdę ten DB nie szukał go, a po prostu był tam poćwiczyć i się wyżyć zabijając, z sadystycznym uśmiechem na ustach, przypadkowych mieszkańców. I dopiero to ich przekonało – część z nich przyłączyło się do lunara, woleli przystawać z demonami – ale walczącymi po tej „dobrej stronie”, niż z sadystycznymi Dragon-Blodded.
Prześlij komentarz