poniedziałek, 20 lipca 2009

Monastyr #1

Kord, kwiecień 1575 roku. Gospoda "Pod Starym Mostem", okolice Grande.

Dotarliśmy wraz Bruno na miejsce, wskazane przez mojego przyjaciela i zarazem męża mojej siostry - Rudolpha de Surlec - w jego ostatnim liście. Prosił w nim o pomoc, a dokładniej o ocalenie jego życia i mojej siostry. Przyjechaliśmy więc do wskazanej gospody „Pod Starym Mostem” i oczekiwaliśmy na człowieka, który miał nas stąd odebrać.

Nie okazaliśmy tego, jednak zdziwiliśmy się, że tuż w sąsiedniej ławie zasiadł Inkwizytor wraz z dwójką ludzi, najprawdopodobniej ochroniarzy. Bruno czyścił sobie broń a ja bacznie przyglądałem się mieszkańcom gospody.

W pewnym momencie do moich uszu dobiegło nazwisko „...de Surlec...”. Obróciłem się więc w kierunku wypowiadającego je człowieka. Jakiś młodszy ode mnie szlachcic, choć zubożały, rozmawiał z jakąś przypadkową osobą siedzącą wśród karczemnych gości. Okazało się, że nie ja jedyny czekałem na człowieka de Surleca. Pavel Nord, jak się przedstawił się chwilę później szlachcic, który wypowiedział znane mi nazwisko, zebrał mnie i jakiegoś niczym się nie wyróżniającego człowieka oraz, co dziwne, Inkwizytora, w jedno ustronne miejsce w gospodzie, z daleka od ciekawskich oczu i uszu.

Inkwizytor przedstawił się jako Miguel de Ruerte, a trzeci człowiek jako Armin Targaryen. Każdy z nas miał list, w którym Rudolph, prosił o spotkanie. Gdy zapytałem Pavla o moją siostrę okazało się, że została porwana. Chciałem natychmiast ruszać, żeby móc poznać więcej szczegółów, ale nie było to takie proste. Pavel chciał zobaczyć te listy, a podejrzliwy Inkwizytor Miguel chciał jakiegoś dowodu, że faktycznie Nord jest wysłannikiem de Surleca. Ten nie posiadał żadnego, ale spieszyło mu się i już zamierzał nas zostawić, gdy w końcu ryzykując zdecydowaliśmy się ruszyć razem z przybyszem. Przed gospodą czekało na nas kilku jeźdźców co wzbudziło mój niepokój. Zbyt zdenerwowany byłem wiadomością o siostrze, więc pohamowałem swoje podejrzenia.

Kilka godzin później skręciliśmy w ścieżkę odbijającą od głównego traktu i skręcająca w las w stronę jakiegoś opuszczonego dworku. Pavel został na zewnątrz, a do środka wprowadził nas jakiś służący. Jeden z ludzi Miguela został na zewnątrz. Ale w momencie kiedy weszliśmy do środka jednego z pomieszczeń, drzwi z obu stron się zamknęły, a za tymi przed nami zniknął prowadzący nas służący.

Przez szpary w ciężkich okiennicach widać było że na ziemi leży ogłuszony człowiek inkwizytora a służący zrzuca liberie i całą banda oddala się powoli. Pavel powiedział tylko, że wie kim jesteśmy i ktoś dowie się o naszych tożsamościach i uwięzieniu. Wszelkie próby ucieczki spełzły na niczym.

W pewnym momencie, po kilku godzinach uwięzienia, na podwórze dworku wjechała karoca. Obok woźnicy siedział jakiś potężny, dorównujący mi wzrostem mężczyzna a ze środka wysiadły dwie kobiety – jedna wyglądająca na damę, a druga na jej służkę.

Olbrzym wypuścił nas ze środka. Uwolnieni podziękowaliśmy za ratunek. Kobieta przedstawiła się jako Eleanor de Rocaille. Jej służąca miała na imię Honorata a olbrzym Gaspar. Opowiedziała nam, że też zamierzała się spotkać z człowiekiem Surleca, ale w gospodzie znaleźli tylko jego martwego od kilku dni sługę. Zginął w strasznych męczarniach, ale nikt nic nie słyszał bo w gospodzie w ten dzień co zginął było wielkie i huczne wesele. Kobieta wyjechała za nami bo w gospodzie dowiedziała się, że jacyś ludzie rozmawiali o Surlecu i tuż przed nią wyjechali. Postanowiła więc ruszyć ich śladem i tak nas napotkała.

Na podwórze wjechała kolejna osoba – zziajany i umęczony człowiek. Przedstawił się jako Ramirez. Twierdził, że jest przyjacielem umęczonego w gospodzie sługi Surleca. Niezbyt ufałem temu człowiekowi, ale bardziej zależało mi na schwytaniu Pavla i jego ludzi. Po burzliwej dyskusji ruszyliśmy w 5 śladem Pavla. Przybysz ułatwił nam zadanie, bo twierdził, że zna doskonale te ziemie, a przede wszystkim skrót, którym możemy wyprzedzić ściganych. Inkwizytor ze swoimi ludźmi ruszyli w oddali za nami, a karoca w kierunku stolicy.

Zatrzymaliśmy się w miejscu, w którym stwierdziliśmy, że wyprzedziliśmy Pavla na tyle, że można zrobić pułapkę. Armin, Ramirez, Bruno oraz przydzielony przez Eleanor olbrzym ukryli się w krzakach, żeby zaskoczyć Pavla od tyłu, a ja stanąłem przy drodze, z liną, która chciałem niespodziewanie powstrzymać jeźdźców, zrzucając ich z siodeł. Gdy nadjechali usłyszałem strzały. Jako, że nikt tu nie nadjeżdżał porzuciłem linę i uzbrojony w swój rapier ruszyłem w ich kierunku. Wprost na uciekającego w moją stronę Pavla. Udało mi się ściągnąć go z siodła – oboje upadliśmy na ziemię. Następnie rozpoczęła się walka. Niestety wdał się w walkę z ragadańskim mordercą, to i walka nie była długa. Mnie poniosły nerwy i koniec końców szybko go zaszlachtowałem.

Przy zwłokach znalazłem list i zacząłem go czytać. Nadawca listu był nieznany a adresatem był Pavel. Były w nim instrukcje, jak z nami postępować – dowiedzieć czy jesteśmy zainteresowani sprawą de Surleca następnie wciągnąć w pułapkę. Druga cześć listu była wiele bardziej zatrważająca. Otóż Pavel był szantażowany. Jeśli zginie, jego córka i żona zostaną w brutalny sposób złożone komuś w ofierze.

Gdy tylko dotarła resztą, zwycięzcy zasadzki i Inkwizytor poprosiłem go o spowiedź. Czułem się winny śmierci Pavla i jego rodziny. Przekazałem u tez list, gdyż była w nim wzmianka o ofiarach i to nie ku czci Jedynego. Znaleźliśmy także drugi list, przy jednym z towarzyszy Pavla - człowieku, z wiadomych przyczyn zwanym "Szramą". Szrama miał pilnować wszystkiego - był szpiegiem pracującym zapewne dla pracodawcy Pavla. Chciałem pochować Pavla i jego ludzi, ale zauważyliśmy, że w międzyczasie Ramirez, zanim ktokolwiek zorientował się, ruszył kierunku stolicy. A jego też teraz nie byliśmy pewni, przynajmniej tak Armin podejrzewał.

Próbowaliśmy go dogonić, ale nie udało się to nam, gdyż zmrok uniemożliwił pościg. Zdecydowaliśmy się odpocząć w pobliskiej wiosce, zanim ruszymy do Grande. Postanowiłem zgłosić do strażników, że w lesie mijaliśmy kolka trupów na drodze. Strażnik spisał moje zeznania, choć nieprawdziwe i postanowiliśmy odpocząć.

Honorata, służąca Eleanor, ucięła sobie krótka pogawędkę z Bruno, moim podwładnym. Opowiedział jej o mojej przeszłości i o tym jak różne jest zdanie innych na mój temat, jako ragadańczyka, a tego jaka jest prawda, która Bruno poznał podczas wspólnej służby w Ragadzie a następnie w Agarii.

Następnego dnia ruszyliśmy do stolicy. Całodzienną podróż Bruno, zachwycony pewnie Honoratą, umilał jej podróż rozmową. Gdy dotarliśmy do willi Elaeanor służba przydzieliła nam pokoje. Wreszcie mogliśmy odpocząć po trudach podróży i walkach.

W końcu odwiedził nas sam Rudolph de Surlec. Po przywitaniu wtajemniczył nas w panującą obecnie sytuację. Otóż Kord starał się przejąć resztki Dorii - jego rodzinnego kraju. Samemu Cesarzowi Kordu nie bardzo się spieszy, ale jego synowie - następcy mają zupełnie odmienne zdania na ten temat. W dodatku w mieście dochodzi do licznych i brutalnych porwań tudzież morderstw. Poprosił nas także, byśmy powoli wkręcali się w wyższe sfery, ponieważ on nie może - jego żona, a moja siostra faktycznie została porwana, i jest szantażowany. Armin udał się do miejskich karczem, w celu zbierania informacji,Miguel ruszył do miejskich bibliotek inkwizycji.

Również ważne dla de Surleca było odzyskanie ciała jego sługi, który został zamordowany w gospodzie "Pod Starym Mostem". Udałem się tam, ale na miejscu była Inkwizycja. Zacząłem rozmowę z jednym z nich, ale tak się poplątał język, że pewnie narobiłem sobie kłopotów. i sam stałem się osobą pewnie zamieszaną w to morderstwo. Ale udało mi się jednak odejść stamtąd.

Gdy wróciłem zdecydowałem się, razem z Brunem, jeszcze odwiedzić żonę i córkę Norda, bo reszta dowiedziała się, gdzie mieszkają. Próbowałem ją przekonać, że jestem dobrym przyjacielem Pavla i że grozi jej niebezpieczeństwo, jednak wystraszona kobieta nie uwierzyła mi i zatrzasnęła drzwi. Postanowiłem razem z Brunem pilnować jej nocami.

Jednej nocy, gdy staliśmy we dwóch w bramie, w kamienicy w której mieszkała żona Norda, nagle zrobiło się nienaturalnie zimno i cicho. Słychać było tylko stukot kopyt i kół czarnej karocy, zmierzającej w naszym kierunku. Powoziła postać okuta w płaszcz z kapturem. Gdy już mieliśmy zobaczyć kto zacz, nagle straciliśmy przytomność.

Po dojściu do siebie, a leżeliśmy tam gdzie staliśmy, wbiegliśmy przez wyłamane drzwi do mieszkania kobiety, której pilnowaliśmy. Panował bałagan i było puste, a dodatkowo na podłodze były plamy krwi.Kobieta i jej córka zostały uprowadzone, a sądząc po tym, co pisało w liście, który miał Pavel Nord, nie czekał je miły los.
Prześlij komentarz