poniedziałek, 7 września 2009

Mouse Guard #1

Patrol:

Aengus - najmłodsza mysz z Patrolu. Zwiadowca i tropiciel. Najlepiej się czuje w dzikich ostępach.
Connor - najstarszy w drużynie, drużynowy mag i naukowiec. Prowadzi patrol.
Flick - najbardziej wojownicza mysz, honorowy ochroniarz i szermierz, bardzo związany z mysią strażą.


Tura MG

Wiosna w Lockhaven. Świat małych myszy budzi się powoli do życia. Do Gwendolyn doszedł list z prośbą o pomoc. Tuż o świcie wezwała do siebie patrol: Aengusa, Connora i Flicka. Zgromadziła ich w dużym pokoju, wśród regałów z tomiszczami, przy stole na którym stoją świece, mapa oraz umieszczone na niej figurki mysich strażników. Po przywitaniu opisała zadanie. Z osady na wschodzie, przyszedł list z prośba o pomoc. Okazało się, że wraz z ustąpieniem zimy śniegi podniosły poziom wód i podtapiają osadę Wildseat. Zadaniem myszy będzie eskorta inżyniera z Lockhaven. Gwendolyn zwraca uwagę na to że aktywność zwierząt w tamtym obszarze jest mocno wzmożona, oraz również że przewidywana pogoda nie jest najlepsza.

Po wyjściu z siedziby Gwendolyn, na dole oczekiwał już Graham - grubawy inżynier w okularkach, trochę zahukany i wystraszony. Po spakowaniu się myszy wyruszyły z Lockhaven, poprzez otwarte ze zgrzytem wrota.

Podróż ma trwać do wieczora. Wieje bardzo mocny wiatr. Aengus prowadzi przecierając szlaki, Connor rozmawia z Grahamem, a Flick dba o jego bezpieczeństwo. W pewnym momencie, szlak się zatarł, ponieważ ziemią się obsunęła na wskutek roztopów, i na drodze myszy znajdowała się wielka kałuża (i mrówki płynące na kapslu od Pepsi:P).Connor zaczął badać przyczyny powstania kałuży,Aengus analizował ślady z mapą w dłoni. Flick zaczął doradzać i po półgodzinnych poszukiwaniach myszy trafiły na zalaną ścieżkę i wróciły na szlak.

Powoli do mysich uszu dotarł szum. Droga zaczęła wspinać się ostro do góry. Graham wspomina, że gdzieś tu powinny być w pobliżu mosty. I faktycznie, w końcu myszy trafiają nad kamienny most, rozpięty nad rwącym strumykiem, ale przerwany w dwóch miejscach.Connor przygotowuje miksturę, która ma zwabić pobliskie żaby i nakłonić je do współpracy. Myszy na żabkach przeskakują po zrujnowanym moście na drugi brzeg.

W południe nadal kontynuują podróż na żabach. Nagle, z pobliskich szuwar wyskoczyła wielka ropucha płosząc żaby, które zrzuciły mysich jeźdźców. Rozpoczęła się walka. Ropucha przeskoczyła Aengusa i rzuciła się w kierunku Grahama - nadziała się jednak wprost na miecz Flicka i uciekła ciężko ranna. Zmęczone walką myszy, tuż po uspokojeniu roztrzęsionego Grahama ruszyły dalej wzdłuż strumienia - do celu było już coraz bliżej.

Wraz z nadejściem wieczoru, strumień przekształcił się w dość sporą rzekę, a myszy dojrzały cel swojej podróży - Wildseat. Zbudowana była w przewróconym pniu opartym o wyspę. Do brzegu już dopływała łódź wraz z dwoma myszami. Przedstawili się jako Tander i Nelan. Wyszli już naprzeciw bo strumień coraz bardziej grozi zalaniem miasta. Uradowali się, gdy tylko dowiedzieli się, że zamówiony przez list inżynier właśnie przybył z Lockhaven.

Cała gromada podpłynęła łodzią do Wildseat. Graham, Aengus, Connor i Flick zostali radośnie powitani przez księżną osady. Podczas rozmowy Connor zaproponował wykonać z pnia pływającego miasta, które unoszone na wodzie nie będzie zagrożone zalaniem. Po przekonaniu do tego pomysłu wszyscy zabrali się do ciężkiej pracy.

W pewnym momencie, Flick zauważył że w jednym z miejsc, gdzie trwały remonty doszło do tragedii. Pompa wypompowująca wodę z zagrozonego miejsca uległa uszkodzeniu i przywaliła Nelana. Flick heroicznym wysiłkiem uratował zagrożoną mysz.

Connor w tym czasie ulepsza mechanizm, żeby można było skuteczniej odprowadzać wodę z zagrożonych miejsc.

Tymczasem Aengus zaczął badać tereny wokół wioski, zbierając dane z najbardziej zagrożonych terenów. Dotarł do miejsca, gdzie tamy zostały uszkodzone przez zwierzęta. Znalazł też winowajców - kilka żab, które "rozbierały" kolejną tamę, ale przestały ponieważ go zauważyły. Część ruszyła na na niego, a cześć w kierunku Wildseat. Aengus oszukał te kierujące się w jego stronę, krzycząc, że prowadzi armię mysich strażników. Zdezorientowane żaby rozpierzchły się na cztery strony świata.

Osada Wildseat była dobrze przygotowana na nadejście wielkiej wody. Fala wody co najwyżej je przesunie trochę nie zalewając wodą. Nastały chwile spokoju.

15 komentarze:

smartfox pisze...

Fajny pomysł.

Ile trwała misja? Standardowo 2-3 h?
Coś więcej powiesz o konfliktach?
Aha, jeszcze pytanko. Masz postać maga w ekipie. Tylko takie określenie naukowca i mędrca, czy przewidujesz wprowadzenie odpowiednika magii?

Fajnie czytać czyjąś sesję w myszki.

szelest pisze...

Dwie sesje graliśmy przez dwa kolejne wieczory. Każda około 3-4 godzin.

Co nt. konfliktów dokładnie Cie interesuje?

Mag to takie określenie naukowca, mędrca i weather watchera:)

Sesje prowadzi Deckard, ja tylko jestem piszczącym dziko Flickiem;)

smartfox pisze...

Aaaa mącicie via skajp?

Konflikty? Stawki mnie interesują i z grubsza przebieg.

Weather Watcher moi gracze jeszcze nie wykorzystali a szkoda. Zresztą ze względu na ich działania wyszła mi kampania. Ciągle jakoś kończy nam się w sposób otwarty sesja. Jak już chciałem skończyć, to dali się pochwycić łasicom :).

Deckard pisze...

Pierwsza sesja trochę nam się wydłużyła - kilkukrotnie musieliśmy przypomnieć sobie zasady, dodatkowo jak się później okazało wydłużyłem niepotrzebnie listę obstacli w GM's Turn (których część spokojnie mogłaby się stać elementem Player's Turn).

Walka z ropuchą była niezła, co prawda miałem fatalne rzuty i przekonałem się, że samotne stworzenia bez specjalnych ataków z Naturą poniżej 7 to słaba opozycja dla drużyny.

Stawki: ropucha: uprowadzić Grahama; drużyna: przepędzić ropuchę.

Z weather watcherem pewnie będziemy kombinować na najbliższej sesji - generalnie poszperaj na forum BWF: w podręczniku nie jest to tak klarownie wytłumaczone.

smartfox pisze...

Hmmm Weather Watcher wydaje mi się wystarczająco jasno wyjaśniony, ale póki co moi go nie wykorzystali, więc mogę się mylić i w rzeczywistości się okaże, że ta część mechaniki skrzeczy.

Co do opisów. Fakt w Argumencie, mimo ewentualnej kostki za role play początkowo graczom to nie pasowało. trudno im było dobrać pod wybraną akcję odpowiedni tekst, ale dość szybko się przekonali i konflikty stały się nawet bardzie "krwiste".

Co do opisów w walce o tyle mi odpowiadają, że tutaj gracz może sobie pozwolić na akcję heroiczną, filmową i po udanym teście ciekawie opisać efekt, co staje się punktem wyjścia do kolejnej rundy.

smartfox pisze...

Tak to jest, jak się nie myśli, co się pisze. Poprawiony komentarz niżej:

Okay rozumiem zastrzeżenia, choć jak powiedziałem, opis mógł wytworzyć nową sytuację, z której wychodzili bohaterowie w następnej rundzie. To mogło pociągnąć efekt mechaniczny, o którego braku wspominasz.

Ale to tak na marginesie. Psy znam tylko z dwukrotnego przeczytania, więc się nie wypowiadam.

szelest pisze...

@Arioch

smartfox też prowadzi swojej drużynie Mouseguarda, więc pewnie podpatruje jak grają to inni. A, że niewiele osób gra w Polsce to wielkiego wyboru nie ma:)

smartfox pisze...

Nie, Arioch, nie zamierzam grać z Wami. Granie via skype mi nie odpowiada. Fakt obecnie w "normalnych" sesjach mam jednego gracza poprzez łącze video, ale to raczej z konieczności (chłop siedzi w Londynie).

A komciuję, bo w sumie widzę post na czyimś blogu, który mnie interesuje, zwłaszcza, że dotyczy systemu, w który gram (sporadycznie bo sporadycznie).

Resztę świetnie ujął Szelest :).

Co do problemu dotyczącego opisu i mechaniki. Nie kupujesz - masz prawo. Gospodarka rynkowa. Ja po prostu mówię, jak gram i jak staram się opisy uwzględnić w mechanice. Stąd wyraźnie zaznaczyłem, że opis u mnie też ma znaczenie. Mechaniczne właśnie.

Arioch pisze...

A to przepraszam. W fandomerski small talk się nie mieszam, oriencikowe ekspresiki itp. mnie nie interesują.

smartfox pisze...

Cokolwiek chciałeś powiedzieć, bo nie bardzo zrozumiałem :).

Arioch pisze...

To może podsumuję:

1. Drażni mnie fandomerstwo. Jeszcze trochę, a będę się bał lodówkę otworzyć, żeby jakiś fandom nie wyskoczył. A wydawałoby się, że wystarczy się trzymać z dala od Poltera...
2. Drażni mnie podejście "A u mnie na sesji przerobiłem sobie mechanikę i działa inaczej, opowiadamy sobie i jest awesome". My staramy się grać by the book, więc cokolwiek.

Nie znamy się, nie grywamy razem i wygląda na to, że nigdy razem nie zagramy. W związku z tym nie wiem, co Ci do naszych sesji. Dalszą wymianę zdań uważam więc za bezcelową :)

smartfox pisze...

Pamięć nie ta, przykro mi. Sesję w psy miałem jedną, niedokończoną i średnio udaną, stąd moja uwaga, że nie znam zbytnio systemu. Tam o ile pamiętam, chodziło o znajomość systemu, tu o niuanse, o których nie mam pojęcia. Natomiast faktycznie brzmi to sprzecznie, mój błąd, przepraszam.

Natomiast nie wiem, kto jest trollem. Ten, który próbuje spokojnie porozmawiać, popytać się i normalnie wymienić informacje, czy człowiek, który atakuje drugiego i nazywa go trollem.
Nie wiem, jakie kompleksy leczysz atakami na ludzi, ale skoro Ci to w czymś pomaga, czekam na kolejny. Nie bardzo mnie one ruszają.

Do Waszych sesji mi tyle, że po prostu mnie interesują. Blog Szelesta jest upubliczniony, a komentarze dopuszczalne. Jeśli od autora blogu usłyszę informację, by nie komentować, dostosuję się. Jego miejsce w Sieci, a ja to szanuje. Ty natomiast jestem tu takim samym gościem jak i ja.

To, co Cię drażni w moim stylu grania kompletnie mnie nie interesuje. Graj sobie BTB, a ja będę sobie przerabiał mechanikę, bo tak widać jest mi wygodniej. Kolejne dziecinne personalne ataki zignoruję. Tłumaczenia, wnioski i podsumowania przeczytam, choć kompletnie nie rozumiem, jakiego fandomu jestem członkiem.

Arioch pisze...

Zabawne słyszeć to wszystko od gostka, który jeszcze nie tak dawno jeździł równo po Darkenie tylko za to, że ten lubi indie :)

szelest pisze...

Powywalałem niepotrzebne posty:)

Arioch pisze...

Może jednak zablokuj pisanie pod naszymi sesjami. I tak omawiamy szczegóły gdzie indziej, a na co nam tu obce komentarze? Zresztą i tak mało kto tu pisał, a jeśli już to fandomowe trolle się schodzą z jakimiś uwagami nie wiadomo o co i po co.