czwartek, 27 grudnia 2012

Dungeon World #1

Dawno nie pisałem nic tutaj, ale...

Z okazji Świąt udało się zebrać ekipę ludzi z którymi dawno nie grałem. Tzn. grało dwóch z trzech stałych graczy i jeden z którym kilka lat nie graliśmy. I mieliśmy dwóch widzów - moją żonę i koleżankę jednego z graczy. Ale nie chciały brać udziału w sesji.

Postanowiłem, że poprowadzę im Dungeon World skoro wyszła już pełna oficjalna wersja gry, w której byłem betatesterem i "guild memberem" niemal od początku.

Nie miałem za wiele czasu na przygotowanie zatem zabrałem się za rozpisany "sample campaing front" ze świetnego Dungeon World Guide (bardzo polecam!) pod nazwą The Great Wyrm Axstalrath.

Tworzenie postaci zajęło nam niecałe 30 minut. Gracze zachwyceni. W ten sposób powstali:

Baldric the Bard; Gregor the Fighter, Cassius the Paladin - wszyscy grali ludźmi. Więzi jaki ich łączyły to: Baldricowi uratował życie Gregor, o którym ten śpiewał pieśni jeszcze zanim się poznali. Gregor i Cassius walczyli ramie w ramię w jednej z wielkich bitew. Baldric lubił sobie żartować z Cassiusa, ponieważ ten martwił się o duszę barda.

Zaczęło się od momentu kiedy próbowali opuścić Port Taramos na jednym z okrętów. Nagle w powietrzu rozległ się ryk, okrętem rzuciło i niemal na całym pokładzie wybuchł pożar. Paladyn stojąc na dziobie okrętu próbował dostrzec bestię która go zaatakowała, rozpoznał smoka, ale gdy próbował prosić boga o wsparcie zachwiał się i wypadł poza burtę.

Baldric z Gregorem próbowali wydostać się z kajut ale drzwi były zablokowane. Zostali rozdzieleni przez płonącą belkę, którą Baldric ugasił beczką z wodą. Gregor używając swojej niemal nadludzkiej siły otwarł wrota na pokład. Zauważył panikę na pokładzie i szalupę, którą w pośpiechu próbowali zwodować załoganci. Przepchali się wraz z Baldriciem na szalupę i zajęli miejsce należące do innych - których zostawili na pokładzie. Po chwili dopłynął do nich Cassius, który poświęcił swój miecz, byle się dostać na szalupę towarzyszy.

Dopłynęli na skalisty brzeg i musieli się wspinać po ostrych skałach - właściwie Baldric się wspiął i wciągnął dwóch kompanów i dwóch załogantów - którzy także byli na szalupie.

Do Portu Taramos był kawałek więc udali się w niebezpieczną podróż. W pewnym momencie dostrzegli trzy ludzkiej wielkości postacie, które niemal odlepiły się od skał i zaczęły lecieć w ich kierunku - gargoyle! O zmierzchu rozpętała się desperacka walka o życie. Jedna z nich porwała załoganta w niebo i roztrzaskała o ziemie. Bard kamieniem zabił jedną z nich, ale został trochę ranny. Gregor także został porwany przez potwora i niemal zginął zrzucony z wysokości. Ale to nie koniec kłopotów, gargoyli zaczęło się zlatywać całe stado.

Baldric korzystając ze swojej wiedzy przypomniał sobie, że większy ogień może odstraszyć te potwory. W ten sposób spłonęły niektóre przedmioty Cassiusa jak i ostatni załogant. Gargoyle jednak odleciały pozostawiając bohaterów w spokoju.

Ci zarządzili odpoczynek i następnego dnia dotarli do Portu Taramos. Port również został trochę zniszczony przez smoka. Udali się więc do Lorda Williama Taramos, który to przyjął Baldrica jako gościa. Zaproponowali mu w zamian za pomoc, pozbycie się potwora. Już mieli dobić targu, gdy okazało się, że posiadłość Lorda zaatakowali smoczy kultyści. Bohaterowie wsparli Williama w walce na korytarzu z zamachowcami i udało im się ich rozgromić.

William zapewnił im przewodnika i swoją prywatną łódź, która miał ukrytą i nie została zniszczona przez smoka. A potrzebna im była, gdyż podczas rozmowy Baldric napomknął, że wielki Monolit pokryty runami pozwala się komunikować ze smokami, trzeba tylko użyć odpowiedniej kombinacji run. Jeśli idzie o kombinacji to okazało się, że Cassius kojarzy że w znalezionej na maleńkiej wyspie na południowym wschodzie, w ogromnej opuszczonej świątyni, leży wielka biblioteka w której zbiorach być może znajdą ową kombinację.

Do wyspy dopłynęli bez przeszkód, ale z brzegu zeszły krokodyle - kilka racji żywnościowych wystarczyło, żeby krokodyle przestały się interesować czymkolwiek innym.

Bohaterowie weszli do świątyni i znów Gregor dzięki swojej ogromnej sile odsłonił wejście do świątyni. Chwilę później przebił jedną ze ścian używając kolumny i dostali się do biblioteki. Wspinając się po kamiennych regałach odnaleźli szukaną księgę.

Następna podróż odbyła się bez przeszkód - dotarli do wielkiego monolitu. Używając run - zamiast przegnać smoka - wezwali do siebie. Niebo nad monolitem uformowało się w wielki wir z którego wyleciał smok. Chwilę później spłonął Baldric - Śmierć oferowała mu wymianę, jego życie w zamian za życie jego ukochanej (przez całą przygodę nosił instrument - pamiątkę jego pierwszej i jedynej miłości) - bard wolał zginąć, co skończyło jego przygodę.

Gregor przegonił wciąż atakującego smoka na chwile swoim "firmowym" mieczem, po czym uaktywnił runy w odpowiedni sposób: z monolitu wystrzelił płomień, który wessał smoka w wielki wir nad monolitem. Niebo się uspokoiło. Niebezpieczeństwo ze strony smoka zostało zażegnane.

Podsumowanie:

Prowadziło mi się to bardzo dobrze. Graczom też grało się nieźle, nawet koleżanka prawie się wciągnęła, wrzucając swoje pomysły, ale gdy chciałem jej dać kartę i zrobić postać mocno oponowała.

Przykładowy front jest ciekawy i w trakcie sesji pomysły mi same wchodziły do głowy. Było 3.5h akcji non stop. A dodatkowo mam kilka pomysłów na kontynuowanie tego już w trochę innym skłądzie.

 Jedyne problemy jaki miałem to związane z podróżowaniem, żywnością i snem (to chyba jedyne reguły na razie jakich mi brakuje, lub są mało szczegółowe) - niby jest dobrze, ale... - pewnie będę dorabiał do tego jakieś zasady - już mam kilka pomysłów.
Prześlij komentarz