poniedziałek, 7 stycznia 2013

Dungeon World #2

Druga sesja odbyła się szybciej niż się spodziewałem. Zamiast grającego Bardem pojawiły się dwie nowe osoby: Brandon the Ranger (człowiek) i Galadiir the Wizard (elf). Tworzenie postaci przebiegło równie szybko co poprzednio, wytłumaczenie podstaw zasad również.

Rozpoczęliśmy w miejscu z ostatniej sceny poprzedniej sesji - obecni przy Monolicie Smoków Gregor the Fighter i Cassius the Paladin zauważyli nadchodzących Brandona i Galadiira - dwóch przyjaciół, Czarodzieja zainteresowała niecodzienna aktywność Monolitu - uaktywnił się on nie zawsze jak co miesiąc nocą - ale w biały dzień, a jako że Galadiir zajmuje się badaniami nad magią przybył na miejsce zobaczyć co spowodowało niespotykaną aktywność monolitu.

Czarodziej zwrócił uwagę na Księgę o Smokach, a właściwie jej resztki. Zwrócił również uwagę na przyglądających się im zza drzewa dwóch tajemniczych osobach. Szybko uczynił Gregora niewidzialnym, co pozwoliło wojownikowi przyjrzeć się "szpiegom". Gdy zorientował się, że to są najprawdopodobniej kultyści smoka postanowił zadziałać. Jeden z nich został ogłuszony, drugi rzucił się do ucieczki - został szybko jednak złapany i otoczony przez resztę towarzyszy. Wypytawszy go okazało się, że również i ciekawość Kultu wzbudziła aktywność Monolitu. Wydali też imię swojego przywódcy Karlova Grey - w zamian za życie. Bohaterowie postanowili zaprowadzić ich do Portu Taramos i oddać w ręce sprawiedliwości z nadzieją na nagrodę.

Po drodze podczas polowania uratowali wieśniaka, którego na drzewo zagonił wielki niedźwiedź. Chwila walki i pokroili niedźwiedzia na kilka racji żywnościowych, a zbłąkanego wieśniaka odprowadzili do Portu Taramos.

Lord William zapłacił im za kultystów, obiecał solidnie przesłuchać, ale nie zgodził się na nagrodę za pokonanie smoka, ponieważ nie miał żadnego dowodu, że smok nie wróci. Ustalili, że wystarczającym dowodem będzie przyniesienie smoczego jaja, ponieważ wiadomo z pewnych źródeł, że smok to tak naprawdę smoczyca. A skoro tak to nie pozwoli na przeniesienie jaja, więc wystarczy donieść jajo z przeciwległego końca wyspy.

Bohaterowie usiedli w karczmie i zastanawiali się co robić. W końcu Galadiir wezwał duszka Draconisa, który podpowiedział, że smoczyca ma legowisko w ciepłym miejscu. Po spojrzeniu na mapę wyspy i przyległych wysepek odpowiedź nasunęła się sama - maleńka wyspa z wulkanem pośrodku z pewnością jest legowiskiem smoka. Ustalili cel podróży i udali się na wyspę.

Podczas jednego z postojów Casiuss obawiając się napadu na obóz stanął w oddali by mieć lepszy widok na rozświetlony przez zaczarowane drzewo przez Galadiira. Nie spodziewał się, że to on będzie celem ataku - został ogłuszony i uprowadzony.

Nad ranem gdy reszta zorientowała się, że paladyn nie wrócił do niech rozpoczęli poszukiwania. Przydatny okazał się orzeł Brandona, który z góry przepatrywał okolicę. W pewnym momencie ślad się urwał - porywacze kontynuowali podróż łodzią poprzez bagno. Na szczęście nasi bohaterowie targali przez wyspę swoją łódź - która mieli się przeprowadzić na wulkaniczną wyspę.

Po chwili trafili na patrol jaszczuroludzi. Galadiir pod osłoną niewidzialności poszedł szukać paladyna, natomiast reszta rozprawiła się z patrolem. Czarodziej uwolnił paladyna i wspólnie wykończyli porywaczy.

Za pomocą obu łodzi trafili na wulkaniczną wyspę. Czarodziej wypatrzył zasłonięte kamieniem wejście do korytarzy w stoku wulkanu i odsunęli je. Uniknęli pierwszej pułapki i wkroczyli do korytarzy. Po chwili, ku ich radości, trafili na pomieszczenie kultystów smoka. Znaleźli mapę korytarzy więc bez problemu trafili na pomieszczenie w którym przed wielkim portalem w kształcie łba smoka, z osadzonymi w miejscu na oczy - smoczymi jajami, zgromadzeni byli kultyści. Przy ołtarzu przed nimi Karlov Grey trzymał wielki sztylet w kształcie smoczego języka nad swoją ofiarą - związaną nagą kobietę.

Niewidzialny Galadiir przeszedł za portal i odezwał się naśladując mocny głos smoka - że ta ofiara nie wystarczy, wpierw musi być poświęcona krwią bydła. Karlov rozkazał zdobyć taką krew, dzięki czemu większość kultystów opuściła pomieszczenie - została garstka.

Mag sprowadził jajo za pomocą czaru unseent servant, reszta zajęła się kultystami. Walka była szybka, ponieważ nagle wulkan się przebudził, skały się zatrzęsły, lawa zaczęła buchać i zalewać korytarze. Bohaterowie uwolnili kobietę, zwinęli jedno jajo smoka, głowę Karlova i uciekli z wyspy.

W Porcie Taramos po odebraniu nagrody od Williama postanowili kupić dom i wyprawić wielkie przyjęcie. Ale to już inna historia.

Podsumowanie:
Kolejna dobra sesja z niezłą dynamiką. trwałą od godziny 9 do około 1:30 w nocy. Na drugi dzień zorientowałem się że całkiem źle aplikowałem zasadę o pomaganiu - pozwalałem pomagać wszystkim i za każdy sukces ten któremu pomagano dostawał +1 do wyniku. Unsent Servant też był źle użyty -  może nosić przedmioty które czarodziej osobiście mu przekaże - tutaj zabrał jajo smoka sam. Zastanawiam się też nad ruchem "I am the Law" paladyna - co dokładnie znaczy "give an NPC an order based on your divine authority" - bo nasz paladyn używał go podczas przesłuchiwania kultystów smoka, albo do przekonywania lorda, żeby im uwierzył że zabili smoka. Coś jest nie tak:P

W pamięci mam też świetną scenę w której wojownik walczy z niedźwiedziem , nieopodal jest niewidzialny mag. Ranger strzela i pudłuje - choć nie całkiem. Strzała zawisłą na wysokości brzucha i powoli zaczęła się przechylać - jak w upadających zwłokach. Resztę dopowiedzcie sobie sami:)
Prześlij komentarz